chciałam zobaczyć błękit w oczach
i czas co płonął dzikim zachodem słońca
parząc usta nienasycone wilgocią świtu
farby mieszane przez wiatr chorągwie
poczuć dłonie policzki zrumienić
wypełnić przestrzeń w oknach
może jeszcze park i liście
powiedziałeś-nie mam twarzy swojej
nie mam imienia na wieczór na jutro
może na kiedyś wyłamane wskazówki
odkryją kształt ust może jeszcze dotyku
może nie ścichną kroki na drodze
wtedy poszukam odbicia
Podoba mi się sposób w jaki napisała Pani ten wiersz, doskonale opisane emocje i obraz który po prostu widzi się oczyma wyobraźni, to muszę pochwalić. Wpleciona zmiana akcji i postaci. Jestem bardzo na tak. Pozdrawiam.
zgłoś
Towarzyszu-a mi nie chodziło o lustrzane odbicie :). Raczej o odnalezienie twarzy... Dziękuję Panom za komentarze i pozdrawiam :)
zgłoś
a ja gdzie sie nie rusze to ktos uderza w watek zatraconego lustrzanego odbicia. goni mnie rzeczywistosc i chce cos powiedziec chyba...
zgłoś
ładnie i obrazowo
zgłoś
Ja się zawsze zagapię. Przeczytałem z przyjemnością. Miłego...
zgłoś
Ach te błękity rozpływające się przed świtem. Super wiersz.
zgłoś