Zmiana sposobu prezentacji
Przez podłużno–poprzeczne splątanie
przepuścić pięć kilo dzikiej słodyczy.
Układać między warstwy codzienności,
niech każdy kęs zgrzyta miłością.
Każdą lepszą chwilę
wyskubuje jak niteczki
z gęsto tkanej materii.
To za mało, aby uwić
solidne gniazdko.
Poszukując wsparcia
wychyliła się zbyt mocno,
ale nawet zadzieranie nosa
nie uchroniło jej od upadku.
Okruchy kiedyś podawane
z dzióbka do dzióbka
zmieniły się w niezręczną papkę.
Przetrząśnijmy wszystkie kąty
- choćby jedna pajęcza nić,
można by jeszcze zlepić opatrunek
na trudno gojące się rany.
W pośpiechu założyłam uśmiech
o numer za duży, nie było czasu
na przymiarki. Zrezygnowałam
z dodatkowego głosu,
żeby nie być zbyt krzykliwą,
a i tak niektóre musiały użyć
długich języków, aby zakryć oczy
gdy członek honorowy oblizywał wargi.
Od kiedy pogardziłam regułami świata
uznano, że sporo przybrałam na sumieniu.
Zaproponowano, zatem pozycję siedzącą,
choć mało użyteczną społecznie.
Od tego czasu w kalendarzu wszystkie terminy
są zajęte na trzy lata wprzód.
Nie mogę się przyzwyczaić, że co noc
natrętnie skrzypią zerwane zawiasy.
Dziś zgrzeszyłam przeciwko tobie:
myślą - wycierając statki pozwoliłam sobie
na analizę odcieni błękitu,
mową - zbyt niedbale rzuciłam kochanie
zanim klamka zapadła,
uczynkiem - ogrzewałam dłonie wygładzając żelazkiem
nierówności przy kołnierzyku,
i zaniedbaniem - niedopilnowałam kotletów
robiąc za ciebie rachunek sumienia.
znowu w pocie czoła
wyzbierała słowa
rozwleczone wołami
powiązała powrózkiem
koniec końców
to jej ogródek
a on jak zwykle
(oprócz świąt i niedziel)
wywiedzie ją w pole
na tym postronku
Byłeś umówiony z Hypnosem
na dłuższe spotkanie
znów nie przyszedł.
Próbując zetrzeć złe wrażenie
z brzegu filiżanki
przeganiasz ptaki za morze.
Zbyt wcześnie rzucone słowa
zawracają spod ścian
krzykiem niczego
nie naprawisz.
W kranie mistyfikacja
z metafizyką leniwie bulgocą.
Czar nie prysł a już po północy
wbrew twojej woli
myśli rozpierzchły się
na suficie tworząc obrazy.
Zachowam je zanim
Helios zniszczy klisze.
