20 października 2012

dziennik

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

Chwile

Celeste zbiega z góry i podaje mi kartkę, na której wypisała cytat z pewnego filmu: Patrzeć życiu prosto w twarz. Prosto w twarz  Poznać je, jego smak Pokochać je takim jakie jest  I w końcu poznawszy je, zrezygnować z niego
Lubię te chwile, gdy jesteśmy razem, bo przecież przed nami tylko godziny, godziny

laura bran
20 października 2012 o 13:48

a nawet te minuty razem

zgłoś

alt art
20 października 2012 o 15:01

u mnie mniej niż pięć minut; ale nie wiem, o ile mniej..

zgłoś

Magdala
20 października 2012 o 16:37

u Ciebie też się zawsze zatrzymuję :*

zgłoś

ezo**
20 października 2012 o 20:06

każda chwila. nawet niejmniejsza

zgłoś

Istar
20 października 2012 o 20:13

zatrzymałam się, zareagowałam :*

zgłoś

Wieśniak M
20 października 2012 o 20:15

godzimy godziny:)

zgłoś

gabrysia cabaj
25 października 2012 o 09:02

dzięki, że zaglądacie, pomimo...

zgłoś

alt art
25 października 2012 o 09:06

no właśnie dlatego, przecie..

zgłoś

doremi
25 października 2012 o 09:05

:))

zgłoś

doremi
25 października 2012 o 09:07

trzy kropeczki altku...

zgłoś

alt art
25 października 2012 o 09:12

chcesz mi odebrać podpis..

zgłoś

gabrysia cabaj
25 października 2012 o 09:08

alt, doremi

zgłoś

doremi
25 października 2012 o 09:10

GLC, jak ładnie nas "układasz" :))

zgłoś

doremi
25 października 2012 o 09:15

naturalniej wygląda :))

zgłoś

issa
25 października 2012 o 10:02

Yhm. "Godziny". Jeden z sensowniejszych filmów, jakie w ogóle widziałam. Zresztą, również jeden z niewielu, które są zdumiewająco wierną adaptacją książki. Chociaż gdy się ją zna, taki przekład wydaje się dość niemożliwy.

zgłoś

issa
26 października 2012 o 13:17

p.s. tak mi się jeszcze przypomniało, zanim sniknę. osobliwość a propos "Godzin". Bo kiedy, tak jeżdżąc jak wariatka, w tym miesiącu wyjechałam w połowie miesiąca na jakiś tam niecały tydzień, wzięłam między innymi Twój tomik. I mnie porządnie łupnął, w takim charakterystycznym dla nieoczekiwanych spotkań rozbłysku, wiersz "Szczęście" stamtąd. Znaczy, pokazał mi się bardzo mocno jak coś przynajmniej równie realnego jak druk;) Czytałam go głośno, z Barberem, wiesz może, Adagio for strings, które też ostatnio zajeżdżam, heh. I właśnie wtedy wyświetliły mi się sceny z "Godzin" - te, kiedy Virginia Woolf jest coraz bliżej wody, a później - z nią. No nic to, dość gadania. czas na mnie

zgłoś

gabrysia cabaj
26 października 2012 o 13:22

ten tekst - Szczęście, o którym piszesz, issa, jest taki niepozorny, że aż trudno go dojrzeć - marzę, by przeczytać książkę: Godziny - to by było coś - dobrego dnia

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się