4 kwietnia 2011
Kair
Wyjechałam z Kairu o piątej nad ranem,
w karawanie wiozącą kryształów bukiety,
co tlą się w świetle jak zorze polarne,
odcinają od nieba kolorem zieleni.
Wyjechałam z Kairu i zmierzam do oazy,
do miejsca gdzie umarł, gdzie spoczął ukochany,
wiozę mu jego zapiski ostatnie,
i nasze małe, ostatnie pożegnanie.
W około piaski pustyni dumają
czemu wiatr nimi szarga w cztery strony
świata którego nigdy nie poznają,
i czemu on świszczy tak rozanielony?
Wyjechałam z Kairu o piątej nad ranem.
Po dniach nieskończonej wędrówki
i nocach chłodem mroku spowitych
jak w Dolinie Królów zagrzebany
ostatni czuwa oazy strażnik,
ubrany w zbroję tak twardą jak kamień
i skrywa twarz za czerwieni jedwabiem.
Na wietrze wesołym czeka pytanie
co robicie tutaj o piątej nad ranem?
"Jak kryształ Egiptu, jak kamień grobowy,
jak oczy Ateny są oczami sowy,
jak wężowa głowa do węża ogona,
ziarnko do ziarnka, zgromadzisz pustynię,
i staniesz się szybko pustyni synem"
Wyjechałam z Kairu i słucham opowieści,
starszej od błękitnych Kairu ogrodów,
czas się nawet zatrzymał dla tych treści
i może innych nie znanych mi powodów.
Skryliśmy się nocą pod dachem oazy,
o wschodzącym słońcu
śnimy wśród gwieździstych twarzy,
tańca dzikiego złocistych wiatrów,
Wypełnia mą duszę i spala na popiół,
niczym ogień piekielny lub woda święcona
Piękno w piaskach ukrytych grobowców
I ciepło padające z górującego słońca.
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek
19 lutego 2026
Marek Jastrząb
18 lutego 2026
sam53
17 lutego 2026
sam53
17 lutego 2026
wiesiek
17 lutego 2026
jeśli tylko
16 lutego 2026
wiesiek
16 lutego 2026
Jaga
16 lutego 2026
Misiek