Widzę
wieczne drzewo konarami
sięgające niebo.
Pochylone,
powykręcane wiatrem i burzą.
Widzę
dym gnany wiatrem po niebie.
Siwy jego obłok tańczy przy
tym drzewie.
Są razem dopóki wiatr dymu
nie rozwieje i burzy nie przygna.
To ich śmierć.
To ich rozdzielenie.
Teraz są razem.
A jutro?
Ja nie wiem...
O, świetnie... wiersz z mniejszą ilością rymu, gdzie rymu tyle co do rytmu jest akuratnie. Treść także jest b. solidna... Zamawiam taki następny... Pozdrawiam serdecznie!
zgłoś