Z listów do Anny Kamienskiej - Do wieczności
W maju poeci umierają
Wiatr potrąca zielone liście
Nowy tom wierszy nienapisanych
wydaje Ci się kartką czystą
Czystość wieczności
ciszę barwi
głosem anielskich
bezimiennych chórów
Nienasycone jest milczenie
słowników i słowików
Nie dotkniesz już
tych szkieł zaparowanych
ani okularów w rogowej oprawie
ani książek w celofanie ciszy
Szelest kartek Z oddechu wiersza
odziera i jak zawsze- bez słów
gdy w kościele dominikanów
u świętego Jacka
mówią o Annie prorokini
Stojąca obok Ryszarda Hanin
siąka nosem Nie wstydzi się i płacze
Z Talmudu wysypują się płatki
zasuszonych frezji
I umilkł dzwonek
w drzwiach mieszkania na Joteyki
Właściwie wystarczy tylko cichutko zasygnalizować swoją obecność, a potem przeczytać jeszcze wiele razy.
zgłoś
Wando , wiem, wiem. Dziękuję z całego serca.
zgłoś
sygnalizuję i zapętlam się w czytaniu... znakomite.
zgłoś
Pi - dziękuję - również od serca.
zgłoś
Jarku - znakomity. ostatnie wersy przejmujące i tak trafnie opisują czyjąś stratę...
zgłoś
Igraszko- dzięki.
zgłoś
To jest jak ten wiatr co strąca zielone liście, pochłania na te chwile czytania nie raz ..., pozdrawiam
zgłoś
zastanawiaja mnie te poetyckie malzenstwa, Kamienska i Spiewak, Hartwig i Miedzyrzecki. Kto pierze w nich skarpetki?
zgłoś
Pewnie (chodzą boso, po wrzoso) wiskach.
zgłoś