Pamiętam taki biały śnieg na polach, który jadłam, gdy chodziłam na spacery. Na skraju lasu były krzaczki, całe bialutkie, gdzieniegdzie wyłaziły liście i odkrywałam ślady zająca, taki puszkowy szarak, zostawiał łupinki szyszek. Wypatrywałam go, czułam się jak królewna śnieżka z pomarańczowym szalikiem i miałam koronę z lodu na włosach, różowe policzki. Przed zaśnięciem śniłam, że wybiorę się następnego dnia i znajdę nowe kuliste ślady. Chciałam opiekować się lub przenieś się w inną krainę.
puszkowy?
zgłoś
Tak widocznie, mam wspominać go puszkowego:)
zgłoś
aha, puszkowy, czyli w konserwie, wszystko jasne, też lunię dziczyznę :-)
zgłoś
:) zabawny z ciebie czytelnik:)
zgłoś
bo ja wręcz tryskam na co dzień optymizmem i to pewnie dlatego :-)
zgłoś
Zazdroszczę, mi brakuje takiej energii:) chyba muszę się uwolnić od obowiązków:)
zgłoś