2 listopada 2011

poezja

Yaro
Yaro

wojna bez końca

kocham  niekochane dzieci niechciane
jestem diamentem nieoszlifowanym w ludzkich oczach
oczy wielkie zapłakane
 
wojna nie ma końca

na początku była to spokojna wioska
kipiąca radością od świtu po pierwszą gwiazdę
niebo bez śmigłowców i spadających bomb zamiast meteorytów
orają sieją zbierają krwawe żniwo

ciepło było tego lata

kometa przeleciała  dotykając horyzontu granic
stałem na posterunku w pełnym rynsztunku

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się