wola była częścią obrazów w głowie. startym kolanem,
twarzą bez numeru PESEL. dorośli mówili metaforami i czasami
zabierali w podróże na koniec świata z pustą wystawą sklepową.
gwiazdkę chciałem obchodzić kilka razy w roku. niekoniecznie
przed czarno-białym telewizorem z kanałami dla głuchoniemych.
ursynów mnie wychował. zapachem osiedli i przygodami z książek.
podwórkowa przemoc nauczyła słów z katalogu ironii i niedomówień.
wtedy przeskoczyłem najwięcej ogrodzeń. słuchając radia otwierałem drzwi
Huxleya. świat stał się dużo większy, kiedy koleżankom urosły piersi.
mokotów opisuję jako miejsce, którego nie rozumiem. stare drzewa
przypominają o braku włosów. kurz na meblach o rachunkach za życie.
juz dwie kobiety posługują się moim nazwiskiem. nie potrafię mieć
trzydziestu lat. trzeba zmienić adres zameldowania.
smutny, refleksyjny
zgłoś
nie potrafie miec trzydziestu lat---spokojna glowa, umiejetnosc te nabywa sie nolens volens; fajny wiersz
zgłoś
no no ciekawa autobiografia...;)
zgłoś
a mnie wywaliło poranny komentarz , z powodu vis maior:):) Bardzo dobry wiersz, dobrze ze usunąłes gwiazdke z wyjasnieniem, topografia Warszawy chyba jest wszem i wobec znana:):) Pozxdrawiam cieplutko:)
zgłoś
a moim nazwiskiem nie posluguje sie zadna kobieta, chociaz pare nagrobkow jest nim zainteresowanych. tez nie umialem miec 30 lat ale rok jakos da sie przeczekac w cieniu niedomowien
zgłoś