27 czerwca 2010

poezja

Pi.
Pi.

ostatnia z Salem

właśnie rzuciłam. dwa słowa nasycone miętą,
między górną a dolną szminką, nie pochylą się
nad iluzją, że kiedykolwiek coś zaczynałaś.

ja cię znam. tak długo pływasz po powierzchni
lżejsza od grzechu, że nagięłaś rzeczywistość.
w stos. już się nie dziwię gdy dłonie nam drżą

nad popielniczką. kiepuję barwy, weneckie maski,
perły rzucone przed wczesnych świętych, onomatopeje,
a ty nawet berbeluchę zamienisz w dziewiczy absynt

wyliczonym na efekt kolorem źrenic. twój blask
wciąż jak umiłowana rudość nieskalany zwątpieniem.
ty milcz. ja już wierzę od pierwszego pocałunku.

Jarosław Trześniewski
27 czerwca 2010 o 12:32

Bardzo na tak. Pozdrawiam

zgłoś

Łukasz Radwaniak
27 czerwca 2010 o 13:39

Te współczesne czarownice! Podoba się!

zgłoś

sabathini
30 czerwca 2010 o 20:15

"naginanie rzyczywistości" dla osiągnięcia siebie..a lekka nutką odurzających ziół zbieranych z rosą poranną...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się