Fragment poprawionego rękopisu.

Kiedy noc rozpoczęła swoje biesiadowanie, skąpe promienie żarówki pokrywały jego przygarbioną sylwetkę? W zaułkach spokoju, rozsiadają się wszystkie jego niedoścignione marzenia. I choć przez szczupłe betonowe ściany, przedzierają się dźwięki biesiady z dolnej kondygnacji. Pozostawał nie czuły na ich natarczywe pukania do wnętrza jego pustelni. Choć czasami bombardowany gradem wątpliwości zakończony ostrzem lęku. Stoi nieustraszony, na pozycji gotowej do przyjęcia każdego okruszka, pozytywnych myśli. Uczucie, jakie zaiskrzyło nie odstaje od zapotrzebowania, jakie tkwiło w nim do dawna. Raz poznawszy piękno prawdziwego uczucia, delektuje się jego delikatnością Powonienie, które wnika w jego nozdrza dociera do głębi jego duszy. Miłość, z jaką skonfrontowało go życie, jest uczuciem, które dotknęło jego umysł po raz pierwszy. I choć wydawało mu się do tej pory, że, był pilnym uczniem na uniwersytecie, prozy dnia codziennego. Coraz bardziej przekonuje się jak bardzo jest nieprzygotowany, do obecnie przerabianego tematu. A uczucia, jakie, towarzyszyły mu dotąd nie były do końca prawdziwe, spychając go na mieliznę złudzeń. Choć bez przerwy ocierał się, o serie różnych zdarzeń. Czuł, że zanurza się w obszar zupełnie dla niego nieznany. Napotkane twarze niczym manekiny z minionego spektaklu, ocierają się o jego nastroje. Piramida, przed jaką, stawał przerastała jego bezradne spojrzenie. Milcząca tafla telewizora drzemie, pokrywając się kurzem milczenia. Otwiera okno, aby być bliżej gwiazd, niebo obsypane spokojem tkwi nieruchomo, na dachu jego świata. Kolejna herbata nasiąka nowymi myślami, cukier nie uzupełnia jego zapotrzebowania na słodycz. Tysiące chwil – lat świetlnych dzielą go od jej spojrzeń. Tylko przed snem wpatruje się w jej łagodny rozkołysany oddech, który kołysze jej piersi. Po układane skrzętnie w szeregu myśli, rozlatują się pod wpływem nieokiełznanych zdarzeń. Kwiaty w wazonie nabierają innego zapachu. To znowu uwodzą go swoim osobliwym pięknem. Zegar ścienny, niczym wyrocznia przypomina mu o czasie przemijania. Labirynt, w jaki wkroczył, nie jest dla niego przeszkodą. Kolejne przystanki, mija spojrzeniem widza własnej sztuki. Spacer w nieznane zdaje się go intrygować do granic intymności. Ruchy stają się stabilne, wydoroślałe a wektor jego oczekiwań jest nie zmienny. Świt, który niebawem zmieni scenografie swojej akcji, nie zburzy stabilność jego pragnień. Nie wymaże z dysku jego umysłu ani jednej cyfry zapisanej, w zwojach jego pamięci. A pytania przejdą na drugą stronę pory dnia. Nie odłączne towarzyszki jego myśli. Kolejnym ziewaniem niczym przecinkiem, przerywa każdą strofę jego dywagacji, nad sensem swego istnienia. Herbata już zimna gubi resztki smaku, ciastko z kremem ciemnieje. Biesiadnicy zmęczeni trudem zabawy zaszyli się w strefie milczenia. Czy czas, jaki pozostał mu do pokonania jest czasem realnym? Wyniki testu, jaki ma do wypełnienia pozna, gdy spełni się, co ma się spełnić. Lecz uparcie wierzy w to, że nadejdzie dzień, gdy spojrzenia ich się połączą. Bo tylko wtedy dzień nabierze sensu a noc stanie się wytchnieniem. A słowa przeflancowane na papier, obleką się w ciało spełnione!

Kropla porannego słońca, zamazuje ostatnie skrawki wieczornych rozmyślań. Po ścianach spływają reszki pogodnej szarości nocy. Postać z obrazu na ścianie, staje się czytelna. Pokój nabiera temperatury dnia, tylko oczy pieką z nie wyspania. Jeszcze tylko krótki prysznic, zakończony długim warkoczem wody ociekającej z zaniedbanego ciała. Niebawem kolejna poranna kawa, zaprosi go na kolejną lekcje – życia. Wiatr rozkołysze senne gałęzie drzew a ptaki rozpoczną swoje poranne konwersacje. A on już czeka na koleją biesiadę nocy. By zanurzyć się po raz kolejny w swoich marzeniach. Przedzierać się będzie, jak co dzień do chwil i spełnienia! Po przez strużkę zwykłych szarych dni, przedzielonymi niedzielami, zmierzał będzie do spełnienia swoich marzeń. Zdając sobie sprawę, że scenariusz pisze inny ktoś.
Usiłuje dobierać sobie postacie, grające główną w jego sztuce. Poprawia rękopis Pana Boga!

Popełniony – PIŁA dn. 24.04.10. r.

Wanda Szczypiorska
19 maja 2010 o 15:22

woń, nie powonienie, a jeśli chodzi o sam tekst - nieznośnie pretensjonalny

zgłoś

Wanda Szczypiorska
19 maja 2010 o 15:23

woń nie powonienie (nawiasy zjadły słowo)

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
19 maja 2010 o 21:27

Może masz racje ale nie ma w nim ciszy ! Dziękuje za komentarz-Pozdrawiam ...

zgłoś

Wanda Szczypiorska
20 maja 2010 o 11:16

Panie Edmundzie przepraszam za ostry ton. Spowodowały to moje osobiste upodobania do dystansu i autoironii

zgłoś

Igor Bielenik
20 maja 2010 o 13:44

resztki ponurej szarości...hmm pretensjonalność to dobre określenie, ale potencjał jest.

zgłoś

Marcin Małolepszy
6 lipca 2010 o 21:44

Edmundzie jęśli twoj tekst jest autoironią to ja stwierdzam szczere upodobanie w takiej autonii !!!

zgłoś

Marcin Małolepszy
6 lipca 2010 o 21:45

Ten tekst jest dla mnie ciekawy godny przeczytania.

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
6 lipca 2010 o 23:49

Dziękuje a za autoironie się nie obrażam wszak każdy z nas ma prawo do własnej oceny. Ja to widzę i przedstawiłem w ten sposób. Za komentarz dziękuje.

zgłoś

Józef Załuski
9 lipca 2010 o 23:10

Edmundzie przypuszczam ,że silne osobiste przeżycia były przyczynkiem do napisania tego tekstu. Tyko ktoś kto po nocach buszuje w marzeniach zmuszony jest przez wyobaźnię do przelania na "papier" sumy wszystkich dotychczasowych doświadczeń miłosnych gorących ,szalonych lub tylko przelotnych. Rzecz stricte osobista i trudno to ocenić obiektywnie nia urażając ambicji autora.

zgłoś

Nina Malina
9 lipca 2010 o 23:11

Edmundzie,czytajac ten tekst czuje jakbym gzies miedzy lirekami zostawila siebie.pozdrawiam

zgłoś

Marcin Małolepszy
14 lipca 2010 o 17:57

I mi się zdaje że jest w tym czastka ciebie.

zgłoś

Marcin Małolepszy
14 lipca 2010 o 18:07

i życie !

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
14 lipca 2010 o 22:25

Kochani kochani czasem miłość czasem życie próbuje nas omamić !!!

zgłoś

Józef Załuski
14 lipca 2010 o 23:22

I życie i miłość niejednego już doszczętnie te dwie rzeczy omamiły aż do utraty poczucia rzeczywistości w jakiej żyje. Jednak z czasem przychodzi opamiętanie i następuje powrót często przykry a czasami jeszcze bardziej uwzniaśla i wtedy to ta prawdziwa miłośćbierze gór,. a z niej nie wolno żartować bo zemsta bywa okrutna o czym niejeden już się przekonał tylko już tego nie potwierdzi.

zgłoś

Marcin Małolepszy
20 lipca 2010 o 20:51

Józefie twoje mądrości mnie załamują,a edmund pisze o własnych problemach.

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
21 lipca 2010 o 00:02

Gdyby autor pisał tylko o własnych problemach jakże ławka rezerwowa jego tematów była by krótka !

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
21 lipca 2010 o 00:03

PRAWDA ???

zgłoś

Szel
24 lipca 2010 o 02:50

"nieczuły" itepe itede

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
24 lipca 2010 o 10:51

Może ale na Co ?

zgłoś

Marcin Małolepszy
31 lipca 2010 o 15:19

Na twą proze ! ocztwiście.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się