28 czerwca 2010

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Profanator




Marzył, nawet przy obiedzie, a czasami przy wódce
z kolegami. Tego nie mogli mu wybaczyć,
jeszcze próbował się pokajać, lecz wyżebrana flaszka
nie dała odkupienia.
 
Za sprawą kilku cyrografów, choć się pocieszał,
że nieważne, bo podpisane długopisem i w stanie
kompletnego wytrzeźwienia, popadł w bezżenność
i puste łóżko ściskał kolanami.
 
Szybko zmieniła mu się poetyka i punkt widzenia,
za nieupoważnione grzebanie w życiu stracił gwarancję
i miejsce zamieszkania.
 
Dziś szuka odpowiedniej ławki, może być i na cmentarzu,
byle przed wiatrem dobrze osłonięta i natrętnymi spojrzeniami.
 

Wanda Szczypiorska
28 czerwca 2010 o 11:58

Bardzo pieknie od drugiej zwrotki, bo nie wiem dlaczego marzenia maja być siłą sprawczą wszelkich nieszczęść. Chociaż... kto wie?

zgłoś

Jarosław Trześniewski
28 czerwca 2010 o 14:10

Dobry wiersz, tez bardziej od 2 zwrotki, bo pierwsza jakby autonomiczna:) Pozdrawiam serdecznie:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się