11 czerwca 2010

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Cyrk nad rzeką

Codzienny prozak przybiera dziwne formy,
może zresztą jestem dziwakiem, ekscentrykiem
chciałoby się powiedzieć, jednak na to mnie nie
stać. To tyle, całkiem na marginesie, dywagacja.

(tak, zajrzałem do słownika).

Miałem kiedyś przyjaciela, który często zaglądał
w oko Boga, z wału przeciwpowodziowego.
Dzisiaj nie żyje, a ostrzegałem że takie ukradkowe
zerknięcia wypalają białko do szpiku.

Właściwie nie miałem racji, w końcu umarł
na zawał, jeszcze jedna ofiara wrodzonej wady
człowieczeństwa. Popijał zresztą ostro, bez
należytego szacunku do swoich spotkań z absolutem.

Mam żal do niego, już nie przychodzi nad Szaloną*,
to że wyzionął ducha wcale go nie usprawiedliwia.
A prawie się udało odnaleźć sens życia, zupełnie
jak chłopakom od Monty’ego.

(niestety nasze babcie nie pochodziły z Pcimia).

Wanda Szczypiorska
11 czerwca 2010 o 20:44

Stoję (a może raczej siedzę wygodnie) i słucham, a Pan opowiada, niezbyt głośno i niezbyt szybko, z gorzkim uśmiechem mędrca.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się