25 listopada 2010
Prześwit
Świtało, lub może oświetlono szary zarys
nocy latarką, latarnią czy samochodem,
Diabeł – wiatr mieszając się z prochami dnia
wył w swej banalnej postaci czarnego psa.
Odległą ulicą, noga za nogą, szły zakonnice,
nieudolne, sztuczne księżyce przesycały habity
swoją namiastką, lekko drżące różańce
tańczyły ściskając do białość palce.
Ktoś przyczajony w schronie śmietnika
mamrotał pod nosem i szlochał, zaplątany
gdzieś pomiędzy świtami, tymi, dzięki którym
budzimy się starcami.
Od strony miasta niedoszły buntownik zataczał
kręgi, od krawężnika do krawężnika poręczy,
pił, wiedząc, że żadnej rewolucji nie robi się
na trzeźwo.
Tymczasem, już na pewno, na horyzoncie
rozbryzgiwało się nieporadnie słońce.
6 lutego 2026
sam53
5 lutego 2026
wiesiek
5 lutego 2026
ais
5 lutego 2026
Arsis
4 lutego 2026
violetta
4 lutego 2026
Yaro
3 lutego 2026
sam53
3 lutego 2026
sam53
3 lutego 2026
wiesiek
2 lutego 2026
sam53