11 listopada 2010
Romansidło
Popadam w podróżną paranoję. Już na peronie z sepleniącym
megafonem. Potem zimne oczy konduktorki. Ryba w galarecie.
Beznadziejna kopulacja w wytartym przedziale. Bure firanki
na wietrze. Ruch jednostajnie przyśpieszony.
Wszystko się skomplikowało, od kiedy ziemia nie spoczywa
na wielorybach. Nawet z warsu śmierdzi jakoś inaczej.
Do tego przesiąknięty naftaliną mundur. Za każdą podróż
trzeba płacić. Czasami cena jest wysoka.
Na szczęście mam krótką pamięć. Wystarczy na Wrocław –
Katowice.
Jeszcze tylko papierosek. I można odetchnąć. Oby nie
zapomnieć
zapiąć rozporka, usunąć śladów szminki. Czas na miłość.
A torowiska wiedzą swoje. I dobrze. Z każdym krokiem coraz
lepiej.
Dworzec zostaje z tyłu. Niemy wyrzut spuszczonej w kiblu
karteczki.
Z numerem telefonu. W ostateczności wrócę innym pociągiem.
3 marca 2026
wiesiek
3 marca 2026
sam53
3 marca 2026
ais
2 marca 2026
wiesiek
2 marca 2026
sam53
2 marca 2026
sam53
1 marca 2026
Jaga
1 marca 2026
wiesiek
1 marca 2026
Weronika
28 lutego 2026
violetta