18 października 2010

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Sabat czyli niespełnienie

Mam punkt widzenia. Oraz zeza, lecz to podobno
nie przeszkadza w celowaniu. Urzekająca prostota drogi
do piekła. Które jest wybrukowane.
 
Trochę się zagalopowałem, w stronę światła.
Upadnę – nie powstanę. Pijany albo wariat.
Codziennie mijam progi za wysokie. Schody
po których mi się nie chce. Mrugam okiem
 
przekornie. Z tęsknoty rzeczy wzniosłych na pysk lecę.
Ewentualnie w czujnie rozłożone ramiona stróża.
Ten się dzieli wylewnie łzami po spożyciu kielicha,
czary czy pucharu.
 
Pomiędzy rozchylonym brzegiem ust zaczajony
odległy horyzont samotnego łóżka. Na śniadanie
tupot białych mew. Wszystko na nic, z pustego
w próżne i tak dalej.
 
 I to jest dobry
moment na wzruszenie ramionami.
Komu w drogę, ten być może zasłużył na do widzenia.
Tylko to piekielne lato wypala oczy.
Będę walił laską na oślep. Każdego kogo spotkam.
 
Za wyjątkiem psów na zbyt krótkich łańcuchach.
Nie wiedzieć czemu się utożsamiam.

Nesca
18 października 2010 o 01:18

Zajebisty wiersz... kady jeden wers jak wyjety z mojej glowy! Super. pozdrawiam

zgłoś

Jarosław Trześniewski
18 października 2010 o 07:42

Marcinie trzymasz fason. Dobry wiersz.Popraw literówkę w :"chcę "chyba powinno być: "chce"w ostatniej frazie 2 zwrotki.

zgłoś

Edmund Muscar Czynszak
20 października 2010 o 10:35

Zgadzam się z poprzednimi komentarzami podaba mi się .

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się