Mój Boże, dopiero 8.56 a ja już się nudzę i ja już uchlany. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl - jest różnica między masą a ludem. Dlaczego w ogóle o tym myślę? Czyżbym tak serio pragnął być prowansalskim chłopem w XIX wieku? Polskim, przy tych prądach, raczej nie. Może kimś z grona Chimery.
Zawsze myśli się - o, jak dobrze było by być prowansalskim chłopem albo kimś z grona Chimery! Byle nie tu i teraz. Alkohol to za mało, bym pokochał moje szkice, oczywiście po Blanchotta albo Robbes-Grilleta, albo nawet Austera, bo przecież nie ma już Chimery.
“Jestem czem jestem, lub jestem Nietzschem.” - Tak tłumaczył Brzozowski Newmana. Widziałem kilka razy tą chimerę - siebie, jeśli oko jest skierowane zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz. Jakże z resztą zazdroszczę tym, którzy chcą umierać albo zabijać! Bo mi wszystko obojętne.
O, uchlać się. Lubię być Żonglerem Najświętszej Panienki. To nawet Baudelaire’owskie. Być kostiumem na treść, której nie znam, przynajmniej z mistycznego punktu widzenia. Oczywiście musiał to napisać autor zagraniczny - Shusaku Endo. Tam młody Japończyk mówi o cebuli. Kiedy obrać cebulę,
nie zostaje nic. To ja. Tylko dlaczego musiał mi powiedzieć o tym Japończyk? Nie straszcie mnie kinem współczesnym. Nie znam się na nim. Może jest wybitne, może urąga Niebu, może jest komercyjne, może jest podziemne, może jest takie czy inne. Ale mnie ono nie obchodzi.
Chimery! Potrzeba Chimery. Jeśli wszystko jest chimerą, choć trudno to jednoznacznie orzec, skoro oko jest skierowane zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz. Piękne są już choćby miana - Giewont, Karpaty. Ale myśmy zrobili kolejkę linową na Kasprowy Wierch i tam stoi restauracja z symulatorem spływu Dunajem.
Ojciec z synem mają ubaw, wsiadając do symulatora spływa Dunajem. Dlaczego nie iść o krok dalej i nie wynaleźć symulatora życia? Mogłyby być różne symulatory. Symulator wracania napranym przez pół miasta. Symulator onanizmu. Symulator bezdomności. Symulator śmierci. Symulator życia.
Mści się myśl Schopenhauerowska - że cywilizacja jest symulatorem. Symulatorem nie jest muzyka, architektura i przyroda. Prócz tego każdy żyje w swojej symulacji. I czy na prawdę jakiekolwiek znaczenie ma pytanie Myszy - skąd maszyny wiedzą, czy to smak owsianki, czy kurczaka?
Dlatego pisałem - Bóg nie może albo nie chce przybyć na nasze uroczyska. Nie może albo nie chce, gdyż spłonęły by wówczas nasze legowiska i wylęgarnie. Cóż ja czy inny menel mógłbym powiedzieć Bogu, gdyby zapytał mnie, co zrobiłem z tymi trzema talentami, które zostawił w mojej pieczy?
Mógłbym powiedzieć - wielki Boże, pojąłem skargi Hioba i hinduską przypowieść o tym, jak kwiat lotosu kwitnie na bagnach. Odjechałeś, wielki Boże, Zarządco, trudno powiedzieć, kiedy. Napatrzyłem się na motylice wątrobowe i larwy w oczach. Naczelnie, wielu rzeczy nienawidziłem.
Mógłbym powiedzieć - wielki Boże, spopiel to wszystko, albo zabierz mnie stąd. Czy to okruch lodu w moim oku, czy rzeczywistość - nie wiem, ale wszystko po prostu śmierdzi. Może to dziedziczne - moi praszczurowie mieli wybitny węch, natomiast nie dostawało im wszelkich innych doskonałości.
Zbuntowałem się więc przeciwko pedanterii i wzorem Baudelaire’a uwierzyłem w Doskonałość. Wyciągnij więc okruch z mojego oka, przepal wszelki trąd swoim boskim żarem. Pozwól mi wzywać Ogień spoza kosmosu, który wypali wszelki trąd, bo chce mi się rzygać, jak na to czy co innego patrzę.
Tak, rozpoznacie mnie zawsze i wszędzie, po sformułowaniu - “to czy co innego”. Żyjcie jak chcecie, nic mi do tego. Umówiłem się już z Zarządem, że w moim oku tkwi źdźbło albo belka, karząca wszędzie widzieć trąd. Co z tego? Zawsze można coś napisać, a potem uchlać się. Co innego jest do roboty, w tym świecie,
w którym “wszystko ze wszystkim walczy i nie ma w tym żadnego sensu”. Buduję więc wieżę z kości słoniowej. Zamieszkam tam ja i garstka przyjaciół. Nie ważne - miłośnicy, nienawistnicy, chromi, atleci - przyjaciół.
I Bóg stworzył kompostownik.
Credo.
zgłoś