Tranzyt mojego ucieleśnionego umysłu przez arterie miasta.
Twarze - męskie, kobiece, wrażliwe, z drwa ciosane, Lilith
o zielonych oczach nie bardzo chce dać bilet do kontroli.
W Warszawie płakałem jak Pound - na Dworcu Centralnym
wśród Chińczyków, Marokańczyków, Anglików, Indian,
zakapiorów i kobiet z wyższych sfer - jeden pień.
Teraz to się powtórzyło.
Nie ma nic mądrego do powiedzenia na ten temat, i nie ró-
bcie ze mnie polityka. Nie chcę żenić ognia z wodą, może
w piątym wymiarze. Wystarczy mrugnąć okiem.
Jak to napisał Wysocki podczas pobytu w klinice, którą
na dzień dzisiejszy jest właściwie ten świat - pijcie, pra-
cownicy naukowi, pijcie -
jak inaczej to spuentować?