Staraniem sponsorów pisma „Wiedza Chodnikowa” powstała oficyna zajmująca się pochylaniem nad nieistotnymi problemami, a jej główne założenie, to popularyzacja nauki odpadowej.
Autorzy koncentrują się na formach występujących z rzadka. To oni, w wyniku długoletnich badań, rozszyfrowali kangurzy język dokonując podziału na pierwszy, używany podczas zdobywania pokarmu i drugi, stosowany podczas uprawiania miłosnych gier w krzesanego.
Omawiana pozycja jest przewodnikiem po królestwie zwierząt. Ale myliłby się ten, kto chciałby znaleźć w nim opis stworzeń standardowych. Tego rodzaju stereotypowe organizmy są umieszczane w mniej poważnych wydawnictwach.
To z jej podręczników dowiedziałem się o Tąpielicach Sromotnikowych, futrzakach mających wypadowe bazy za kaloryferami. To one otworzyły mi oczy na rzeczywisty świat Makrelownic Zbrojnych żyjących pod szafami. To dzięki nim poznałem intymne życie Beznosych Słonic. A teraz mam niepowtarzalną szansę zaznajomienia się z obyczajami kangura plecakowego.
*
Jak o tym świadczą prześwietlone zdjęcia satelitarne oraz nie przeprowadzone wykopaliska, tereny podmokłe i zarosłe trawą o pochodzeniu tatarskim, zamieszkane były przez przodka obecnych kangurów plecakowych. Różnił się od aktualnie żyjących nie tylko wielkością i owłosieniem, ale tym, że zamiast plecaka, nosił na brzuchu urządzenie podobne do sakwy, w którym przebywały jego pociechy.
Wzrostu był dwumetrowego, futro miał gęste i lśniące, a dolne kończyny za duże. Z tego powodu nie pasował do życia na małym terenie, ponieważ gdzie by się nie położył, tam wszędzie było go za dużo.
Początkowo zamieszkiwał w lesie. Ale że las dostarczał mu pożywienia w ilościach głodowych i że pojawił się jego odwieczny wróg, mrówka falista, stworzonko wyjątkowo wstrętne, ledwo widoczne i wąsate przy grdyce, opuścił niegościnne knieje i zadomowił się w kurnych chatach naszych pradziadów. Zrazu przeszkadzał mu dym z palenisk, lecz wkrótce przystosował się i do tej niewygody.
Owo dziwnie fascynujące i jakże mało rozpowszechnione zwierzę przybyło w nasze strony razem z taborami Ziemniaków Kwarcianych. Egzystuje w szparach niewypastowanych podłóg. Żeruje wyłącznie w księżycowe noce. Nie cierpi Mrówek Falistych, które, z bezczelną zajadłością, podwędzają mu zapasy na zimę.
Pożytku z tego kręgowca nie da się stwierdzić ani na lekarstwo, lecz wśród naukowców i na ten temat rozpętała się awanturka. Jedna frakcja była przeciwna jakiemukolwiek przesądzaniu sprawy i twierdziła, że tak wyprzedził on ludzką ewolucję, że zanim człowiek dorośnie do ich poziomu i będzie mógł go docenić, miną miliony lat.
Frakcja druga wolała schować głowę w piasek i orzec, że skoro nie można przyznać słuszności tej hipotezie, najrozsądniej będzie poczekać te parę milionów i zapoznać się z rozwojem wypadków.
Trzecia, radykalna, opowiadająca się za Prawami Kangura Do Walizki, była za wspomaganiem całego gatunku, ale do głosu doszła „Liga Obrony Plugastwa”, a z nią żartów nie ma: rozprawiła się zarówno z kunktatorami, jak z radykalnymi zwolennikami torbacza.
Pod hasłem „Kangur też Człowiek”, odbyły się liczne manifestacje. Ich natychmiastowym rezultatem było kategoryczne domaganie się uznania go za osobę skrzywdzoną niesłusznie.
*
Musimy to sobie jasno powiedzieć: nie kto inny, ale człowiek jest odpowiedzialny za ich wszeteczny tryb życia. Tępiony na każdym kroku, nie ma zabezpieczonych warunków rozpłodowych i zmuszony jest do spółkowania doraźnego, przyspieszonego i powierzchownego, co prowadzi do lękliwej postawy wobec otoczenia, nieuzasadnionych drgawek i zaskakujących tików.
W tym miejscu autorzy zwracają naszą uwagę na niesłychaną elastyczność kangura p. Zależnie od sytuacji, potrafi on stanąć do walki z przeszkodami.
My, ludzie, nie tylko powinniśmy się wzorować na jego umiejętnościach i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski, ale też winniśmy zastanowić się nad przyznaniem mu miana pierwszego zwierzęcia obdarzonego inteligencją.
Oto dowody:
niemodną i mało praktyczną torbę na brzuchu, zastępuje eleganckim plecaczkiem, co ułatwia mu żerowanie i sprawia, że potomstwo nie dynda mu z przodu,
kaliber naszego terytorium spowodował jego miniaturyzację,
dym, że Matka Natura zaopatrzyła go w gruczoły odpowietrzaczowe.
Przykłady te, skonfrontowane z definicją braci Turbaczewskich, którzy dokonali epokowego podziału inteligencji na tymczasową czynną i tymczasowo wsteczną, przykłady te niezbicie udowadniają, że kangur nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Czy znajdzie się wśród nas śmiałek, który zaryzykuje twierdzenie, że jego plecak nie zmieni się wkrótce w saszetkę? A kto zaręczy, że w swojej ewolucji nie dojdzie aż do pugilaresu? Tak, czy siak, inteligencja, której jednym z przejawów jest adaptacyjna umiejętność życia w określonym środowisku, należy nie tylko do nas i z tym faktem przyjdzie nam się pogodzić.
Niemal na naszych oczach wali się ostatni bastion naszej dumy. Nie tak dawno temu jakiś kołek podważył oficjalne stanowisko w sprawie usytuowania Ziemi i przedstawił heretycką wersję obrotów niebieskich ciał. Bałamutna bzdura ta uzyskała posłuch, ale, mówiąc szczerze, odkrycie to podeptało nam samopoczucie, bo okazało się, że wprawdzie centrum nie ma, lecz za to wszędzie jest zadupie.
Potem jakiś ateusz obłupił nas z człowieczeństwa i wywiódł nasz herb od małpy. Teraz inteligentny kangur zaczyna wypierać nas z pychy. Do czego dojdziemy, gdy wszystkie zwierzęta sprężą się i zaczną nas tykać?
Na to pytanie autorzy nie udzielają odpowiedzi. Przypuszczalnie znajdzie się ona w drugim wydaniu.
Staraniem sponsorów pisma „Wiedza Chodnikowa” powstała oficyna zajmująca się pochylaniem nad nieistotnymi problemami, a jej główne założenie, to popularyzacja nauki odpadowej.
Autorzy koncentrują się na formach występujących z rzadka. To oni, w wyniku długoletnich badań, rozszyfrowali kangurzy język dokonując podziału na pierwszy, używany podczas zdobywania pokarmu i drugi, stosowany podczas uprawiania miłosnych gier w krzesanego.
Omawiana pozycja jest przewodnikiem po królestwie zwierząt. Ale myliłby się ten, kto chciałby znaleźć w nim opis stworzeń standardowych. Tego rodzaju stereotypowe organizmy są umieszczane w mniej poważnych wydawnictwach.
To z jej podręczników dowiedziałem się o Tąpielicach Sromotnikowych, futrzakach mających wypadowe bazy za kaloryferami. To one otworzyły mi oczy na rzeczywisty świat Makrelownic Zbrojnych żyjących pod szafami. To dzięki nim poznałem intymne życie Beznosych Słonic. A teraz mam niepowtarzalną szansę zaznajomienia się z obyczajami kangura plecakowego.
*
Jak o tym świadczą prześwietlone zdjęcia satelitarne oraz nie przeprowadzone wykopaliska, tereny podmokłe i zarosłe trawą o pochodzeniu tatarskim, zamieszkane były przez przodka obecnych kangurów plecakowych. Różnił się od aktualnie żyjących nie tylko wielkością i owłosieniem, ale tym, że zamiast plecaka, nosił na brzuchu urządzenie podobne do sakwy, w którym przebywały jego pociechy.
Wzrostu był dwumetrowego, futro miał gęste i lśniące, a dolne kończyny za duże. Z tego powodu nie pasował do życia na małym terenie, ponieważ gdzie by się nie położył, tam wszędzie było go za dużo.
Początkowo zamieszkiwał w lesie. Ale że las dostarczał mu pożywienia w ilościach głodowych i że pojawił się jego odwieczny wróg, mrówka falista, stworzonko wyjątkowo wstrętne, ledwo widoczne i wąsate przy grdyce, opuścił niegościnne knieje i zadomowił się w kurnych chatach naszych pradziadów. Zrazu przeszkadzał mu dym z palenisk, lecz wkrótce przystosował się i do tej niewygody.
Owo dziwnie fascynujące i jakże mało rozpowszechnione zwierzę przybyło w nasze strony razem z taborami Ziemniaków Kwarcianych. Egzystuje w szparach niewypastowanych podłóg. Żeruje wyłącznie w księżycowe noce. Nie cierpi Mrówek Falistych, które, z bezczelną zajadłością, podwędzają mu zapasy na zimę.
Pożytku z tego kręgowca nie da się stwierdzić ani na lekarstwo, lecz wśród naukowców i na ten temat rozpętała się awanturka. Jedna frakcja była przeciwna jakiemukolwiek przesądzaniu sprawy i twierdziła, że tak wyprzedził on ludzką ewolucję, że zanim człowiek dorośnie do ich poziomu i będzie mógł go docenić, miną miliony lat.
Frakcja druga wolała schować głowę w piasek i orzec, że skoro nie można przyznać słuszności tej hipotezie, najrozsądniej będzie poczekać te parę milionów i zapoznać się z rozwojem wypadków.
Trzecia, radykalna, opowiadająca się za Prawami Kangura Do Walizki, była za wspomaganiem całego gatunku, ale do głosu doszła „Liga Obrony Plugastwa”, a z nią żartów nie ma: rozprawiła się zarówno z kunktatorami, jak z radykalnymi zwolennikami torbacza.
Pod hasłem „Kangur też Człowiek”, odbyły się liczne manifestacje. Ich natychmiastowym rezultatem było kategoryczne domaganie się uznania go za osobę skrzywdzoną niesłusznie.
*
Musimy to sobie jasno powiedzieć: nie kto inny, ale człowiek jest odpowiedzialny za ich wszeteczny tryb życia. Tępiony na każdym kroku, nie ma zabezpieczonych warunków rozpłodowych i zmuszony jest do spółkowania doraźnego, przyspieszonego i powierzchownego, co prowadzi do lękliwej postawy wobec otoczenia, nieuzasadnionych drgawek i zaskakujących tików.
W tym miejscu autorzy zwracają naszą uwagę na niesłychaną elastyczność kangura p. Zależnie od sytuacji, potrafi on stanąć do walki z przeszkodami.
My, ludzie, nie tylko powinniśmy się wzorować na jego umiejętnościach i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski, ale też winniśmy zastanowić się nad przyznaniem mu miana pierwszego zwierzęcia obdarzonego inteligencją.
Oto dowody:
niemodną i mało praktyczną torbę na brzuchu, zastępuje eleganckim plecaczkiem, co ułatwia mu żerowanie i sprawia, że potomstwo nie dynda mu z przodu,
kaliber naszego terytorium spowodował jego miniaturyzację,
dym, że Matka Natura zaopatrzyła go w gruczoły odpowietrzaczowe.
Przykłady te, skonfrontowane z definicją braci Turbaczewskich, którzy dokonali epokowego podziału inteligencji na tymczasową czynną i tymczasowo wsteczną, przykłady te niezbicie udowadniają, że kangur nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Czy znajdzie się wśród nas śmiałek, który zaryzykuje twierdzenie, że jego plecak nie zmieni się wkrótce w saszetkę? A kto zaręczy, że w swojej ewolucji nie dojdzie aż do pugilaresu? Tak, czy siak, inteligencja, której jednym z przejawów jest adaptacyjna umiejętność życia w określonym środowisku, należy nie tylko do nas i z tym faktem przyjdzie nam się pogodzić.
Niemal na naszych oczach wali się ostatni bastion naszej dumy. Nie tak dawno temu jakiś kołek podważył oficjalne stanowisko w sprawie usytuowania Ziemi i przedstawił heretycką wersję obrotów niebieskich ciał. Bałamutna bzdura ta uzyskała posłuch, ale, mówiąc szczerze, odkrycie to podeptało nam samopoczucie, bo okazało się, że wprawdzie centrum nie ma, lecz za to wszędzie jest zadupie.
Potem jakiś ateusz obłupił nas z człowieczeństwa i wywiódł nasz herb od małpy. Teraz inteligentny kangur zaczyna wypierać nas z pychy. Do czego dojdziemy, gdy wszystkie zwierzęta sprężą się i zaczną nas tykać?
Na to pytanie autorzy nie udzielają odpowiedzi. Przypuszczalnie znajdzie się ona w drugim wydaniu.
Wiedza chodnikowa, panie/ to nie takie trele mele/ choćby nawet "lanie" w banię/ nową ścieżkę zaraz ściele/ Prostym słowem pointując/ gasić wodę, trzymać ducha/ oze sroze ten poczuje/ kto na zimne już nie chucha ;))
zgłoś
Przesadzone, Autor chciał się wyżyć ; ). Ale dobrze napisane, Edgar Allan Poe jak notował "Koszałki-Opałki". W kwestii metodologii nie wypowiem się. Ale mizantropia że aż trzeszczy. ; )
zgłoś