Staram się zrozumieć, po jakie licho istnieje mucha. Lecz robię to mało skutecznie.
Na próżno wgłębiam się w jej upierdliwe siadanie mi na nosie.
Daremnie usiłuję poznać jej psyche.
Niepotrzebnie zanurzam się w problemach się jej trudnego dzieciństwa.
Na próżno silę się na okazywanie jej przyjaźni.
Bez powodzenia wdzięczę się, kryguję, chcę ją polubić!
Nic mi z tego nie wychodzi. Toteż stwierdzam z radością, że nie ma takiej psychologii, by dało się uzasadnić jej życie.