7 czerwca 2026

proza

Marek Jastrząb
Marek Jastrząb

REALNE ILUZJE HONORIUSZA BALZAKA

Tło

W 1836 roku, Gogol wystawia „Rewizora”, gorzką komedię o tragicznych czasach.

W 1831 roku Puszkin, kończy pisanie „Eugeniusza Oniegina”.

Büchner w 1836 roku ogłasza „Woyzecka”.

W tym samym roku ukazuje się „Spowiedź dziecięcia wieku” Musseta.

Anglia szczyci się Dickensem i jego „Klubem Pickwicka” (1836).

Goethe zawłaszcza czytelniczą psychikę i po Europie rozlewa się moda na spazmy w werterowskim stylu.

Za atlantycką kałużą dogorywa niewolnictwo. Wkrótce Wojna Secesyjna położy trupem wielu idealistów.

To poza francuską miedzą A we Francji nastają czasy obywatelskich turbulencji.
*
Zamieszki są z początku buntem zrodzonym ze społecznego niezadowolenia. Buntem kierowanym przez ludzi prawych, o czystych rękach i szlachetnych intencjach. Zrywem wynikłym z desperacji.

Sprowokowane są bezsilnym poczuciem krzywdzących dysproporcji w podziale dóbr. Lecz gdy się rozszerzają tak, że nie można nad nimi sprawować kontroli, uaktywnia się demagogiczny szlam i z kanałów wychodzi ferajna zwolenników każdej idei, której nie zależy na prawie do chleba, lecz na prawie do bezkarnej grabieży.

Narodowe metamorfozy wynikłe z Rewolucji 1789 r. sprawiły, że niewłaściwi zostali wyniesieni do zaszczytów, a ich poprzednicy — pospadali ze swoich piedestałów. W opuszczonych gabinetach po tyranach rozsiadły się nowe kukiełki z teatrzyku Historii: karierowicze, obrotni spekulanci, frustraci wyrośli z niebytu i żądni rozlewu cudzej krwi.

Wśród konsumentów rewolucyjnych zdobyczy znaleźli się i tacy, którym było po drodze zarówno ze zwycięzcami, jak i z pokonanymi. Ponieważ ani w Monarchii, ani po stronie buntowników nie czuli się po dobrze: czy to za Króla, czy za Republiki, było im wszystko jedno, kogo należy uwielbiać, wiedli więc rozkraczony żywot szanowanych kanalii; z równym zapałem opowiadali się tak za potrzebą dokonywania radykalnych zmian, jak za powrotem do poprzedniego menueta dziejów.

Konserwatyzm i liberalizm ciągnęły ten sam wózek, lecz każde ugrupowanie pchało go w odwrotną stronę, w innym tempie i z zamiarem uzyskania odmiennych dobrodziejstw.

Liberałowie, nacja spolegliwych rabusiów, ugrupowanie maniaków ekonomicznej swawoli, ludzie wmontowani w robienie dozwolonych kantów, zagorzali zwolennicy ekonomicznego bałaganu, opozycjoniści Monarchii, opowiadali się za literaturą klasyczną.

Rojaliści natomiast, sekta spod znaku berła, kropidła i wina — za literaturą ufryzowaną z lirycznych westchnień. Lecz tak jednemu, jak drugiemu obozowi, drogę w przód, czy do tyłu rozświetlała nostalgia za niezrealizowanymi tęsknotami, to złudzenie każdej nowej miotły polegające na przekonaniu, że jej porządki okażą się lepsze od wcześniejszych.

Rodząca się prasa, nieopierzona jeszcze, zajmowała się omijaniem prawdy o rzeczywistości, pogłoskami, supozycjami, jawnym bajdurzeniem, jakby oprócz rezonerskiego politykowania, nie stać jej było na przytaczanie faktów i poruszanie się w obrębie rzetelnych informacji; pospolite ruszenie pismaków o skrajnie cynicznych poglądach, popierało mętne interesy.

Przedrewolucyjny okres pozostawił w spadku prawo rozwodnione przez wyraźny brak jednolitej interpretacji. Ignorujące człowieka; państwo było heteronomiczne i policyjne — po staremu. W przeciwieństwie do obywatela, bezradnego i zagubionego w dżungli sprzecznych paragrafów - po nowemu.

Luki prawne stanowiły drożdże legalnego cwaniactwa; brak jurystycznej obroży rozwydrzył wyznawców finansowego prymitywizmu, mnożyły się więc majątki mętnego pochodzenia.

Sądownictwo działało opieszale. Rekiny krętactwa śmiały się w kułak ze sprawiedliwości, a złodziejski plankton odsiadywał kolejną pomyłkę w okratowanej wylęgarni więziennych talentów.

Policja nie spełniała swoich zadań bawiąc się z łotrzykami w chowanego. Rosły zwarte szeregi takich ludzi jak Fouche, brytan, opowiadający się za każdą władzą.

Dawał się we znaki upadek jakichkolwiek pozytywnych wzorców; poprzednie autorytety moralne zostały obalone, lecz ich miejsca nie zajmowały trafniejsze.

Lęk przed bezprawiem powodował tak wewnętrzną, jak i zewnętrzną niemoc państwa. Wśród ludzi, którzy pozostali w miejscu sprzed ustrojowych przemian, rodziło się coraz powszechniejsze rozczarowanie nowym systemem.

To były balzakowskie realia. Określi te lata jako „panowanie arystokracji pancernych kas”. A w „Jaszczurze” powie: „Wolność rodzi anarchię, anarchia wiedzie do despotyzmu, despotyzm przyprowadza znów do wolności”.
*
W tym samym czasie w Polsce zaczynają się polityczne exodusy: upada Powstanie Listopadowe i następują obrachunki z przeszłością.

Przychodzi pora wylewania krokodylich łez i zewsząd słychać tupot rozwścieczonych motyli w konfederatkach.

Mickiewicz w Paryżu, dokąd zaniosły go krajowe klęski, pisze „Pana Tadeusza”.

Chopin nie daje się namówić na skomponowanie Narodowej Opery.

Norwid gaśnie w przytułku.

Mistyk, umysłowy chudziak i diaboliczny maestro, Mąż Opatrznościowy — Towiański, z kropidłem w ręku zamiast serca na dłoni, spieszy na mesjanistycznej miotle z Litwy do Paryża, by ratować z obłędu żonę Pana Adama, Celinę Szymanowską, by ludzi tej miary, co Słowacki, owinąć wokół swojego charyzmatycznego palca.
*
Czy można mówić o nim, nie wspominając o walce Klasyków z Romantykami, nie przypominając o tchnących optymizmem kierunkach w literaturze, o duchu romantycznym, jakże innym od naszego, upolitycznionego, wrzącego od niepodległościowych sporów, skażonego wyścigiem trafnych diagnoz i odkrywczych recept na zbawienie Ojczyzny?

Czy można mówić o nim, nie dotykając jego współczesnych, milcząc o Wiktorze Hugo, George Sand, Delacroix, zaprezentować go bez powiedzenia o Walterze Scotcie, o Byronie, nie nawiązując do Lista i Beethovena, nie odnosząc się do epigońskiego malarstwa przed Wielką Rewolucją, a pełnego wigoru po niej, o architekturze, muzyce i rzeźbie, o tych procesach i zjawiskach, z którymi się stykał, których echa widoczne są w każdej jego powieści?

Balzakowski świat parzy, odstręcza i frapuje. Jego opinie są pesymistyczne: świat jest kotłem, w którym pichcą się koncepty. Teraz wiemy, że nie ma, nie było i już nie będzie podobnego zjawiska; gdyby zdarzyło się zwycięstwo jego pragnień, byłby dusigroszem przemijania. Lecz niełaskawy los oszczędził go dla czytelników; talent pada pod naporem układów, a geniusz wzmacnia się przeszkodami, wchłania doczesne rafy i czyni z nich gustowne przystanie.

Jego pisarstwo znajduje się pomiędzy Szekspirami. To, co niemożliwe dla nas, dla niego staje się igraszką woli, fanaberią ducha. Konstruowane przez niego powieści mają rozmach; nie są kameralnymi dąsami Romantyzmu. Przeciwnie, zawierają duży ładunek obyczajowych scen, które do teraz stanowią żer dla epigonów jego myśli.

Nazywają go Prometeuszem, sam częstokroć określa się wyrobnikiem pióra (pisze sześćdziesiąt stron na dobę), lecz niezależnie od słów, obowiązkiem geniusza jest cudotwórstwo; rzeczą ludzką jest błądzić, a jego — trafiać do ich serc.
CDN

Sorrowhead (ex Cheval)
7 czerwca 2026 o 21:08

No jest jeszcze Stendhal. Ja wiem czy ten świat Balzaka taki odpychający? No i trzeba konfrontować z hist. np. albo filo. A odpowiedzią na wszelkie pytania jest - anty - lenistwo. Nie ma nic innego. Och. Poza tym - doceniam, ale przydałoby się trochę ubarwić, ze dwa trzy dobre landszafciki (scenki, opisy, etc.) żeby bardziej ssało czytelnika.

zgłoś

Sorrowhead (ex Cheval)
7 czerwca 2026 o 21:17

Odniesienia do obrazów, prądów - dać ze dwa zdania o co chodzi. Niby mamy to w podręcznikach czy na wiki, ale jakoś tak wyraźniej się czyta, w sensie, do hasła zdanie - dwa rozwinięcia, może źródło. To jest atom oczywiście, wszystko się odmienia przez wszystko, ale jak Delacroix to i Geriricault i bunt przeciw akademizmowi, jak Byron to i Napoleon, jak rojaliści to Donso Cortes albo lżej de Toqueville, etc. etc.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się