Nie można umieć na 100. Człowiek pobieżny, uważający się za erudycyjnego macho, popełnia śmiertelny grzech próżności: ma skażone, toksyczne, wąskie pole manewru, dysponuje chybotliwym zestawem argumentów, które są w zasadzie słuszne, niejako właściwe i ogólnie wyznawane: dopóki nie puknie się w głowę i nie odkryje nowych.
Ulega czarom samo pychy: im mniej wie, tym łatwiej mu lawirować pomiędzy interpretacjami. Orientuje się co prawda, że komuś biją dzwony, lecz co to za powód do dumy, skoro nie zna ich znaczenia dla samotności dzwonnika, ma blade rozeznanie o jego rodzinie i jeszcze skromniejsze pojęcie o ilości spróchniałych schodów prowadzących na wieżę, gdzie mieszka, nie mówiąc o ewolucji ludwisarstwa w Kolumbii.
Lecz kiedy już nareszcie przekopał się przez encyklopedyczną wiedzę o kraju, skąd bije dzwon, i gdy stał się niekwestionowanym autorytetem w temacie „Kolumbia”, jedzie po mapie spłoszonym wzrokiem i widzi, że tuż obok rozciąga się Wenezuela, jego następna, rozdzwoniona ignorancja, kolejna przestrzeń nasycona sidłami dylematów, strefa, w której dzwony stanowią ledwie szczyt góry lodowej, bo oto pojawiają się przed nim dodatkowe zagadnienia związane z dziejami metalurgii podczas wypraw krzyżowych.
A gdy już przebrnął przez problemy związane z dzwonami, dowiaduje się, że w Hiszpanii, małej ojczyźnie byków i Picassa, też jest co nieco do przyswojenia i tam też można popisać się nieuctwem.
"Kto pragnie posiąść wiedzę o samym sobie, pragnie śmierci. Kto pragnie posiąść wiedzę o świecie - ten pragnie życia". Jacek Dukaj, Lód Myślę, że im więcej się wie, tym większy niedosyt wiedzy. Można wpaść w błędne koło, a co gorsze w kompleksy. Poznając własne ograniczenia, chociażby do przyswajania wiedzy w trudnych zakresach, np. fizyki jądrowej, można poczuć swój bezmiar niewiedzy, i tak w wielu dziedzinach. Na szczęście nie da się wiedzieć wszystkiego, co otwiera szeroko drzwi do ciągłego progresu, a co lepsze rozumienia opanowanych zagadnień i lepszego, bardziej ścisłego określenia zasadniczych jego cech. Bardzo tekst przypadł mi do gustu. Pozdrawiam.
zgłoś
Nie wiem dlaczego w komentarzach tekst nie jest podzielony akapitem po cytacie. Trudno :)
zgłoś
Bezka Świadomość własnej niewiedzy pomaga. Natomiast niemal powszechne przekonanie, że jest się absolutnie mądrym, cechuje wielu. Niestety
zgłoś
Nasuwa się myśl Sokratesa "Wiem, że nic nie wiem" z pewnością im człowiek bardziej się w coś zagłębia, tym bardziej ma świadomość swoich ułomności, a ludzi Renesansu jest coraz mniej, msz, tym bardziej że tempo życia i tzw. wyścig szczurów na to nie pozwala, dziś liczy się przed wszystkim kasa, niekoniecznie idzie ona w parze z wiedzą, często tzw. celebryci są znani z tego, że są znani, ale czy ta kasa jest adekwatna do ich wiedzy, to śmiem w wielu przypadkach wątpić... Ciekawa refleksja, jak zwykle dobrym piórem pisana. Pozdrawiam serdecznie.
zgłoś
wolnyduch Jest za dużo ludzi. Kiedy wyskoczyłem z krótkich spodni, było nas niewielu, a informacji dużo mniej niż teraz. A że człowiek ma skłonności do leżakowania, wymyślił sybaryckie wygódki intelektualne. Co go doskonale zwalnia z mozołu osobistego myślenia i umożliwia naukę niewiedzy. pozdrowienia
zgłoś
No cóż, coś w tym jest, ale jednak warto to osobiste myślenie w sobie wyrabiać, no ale ono zawsze na czymś się opiera. Dobrego dnia na zaś.
zgłoś
Ja wiem jedno. Im więcej wiem, tym życie wydaje mi się bardziej skomplikowane. Świetny tekst!
zgłoś
ajw z tego by wynikało, że recepta na nieskomplikowany świat, to nie wiedzieć za dużo. pozdrawiam
zgłoś