Zmiana sposobu prezentacji
dziewczynko z prowincji moskoł. [konkretniej to jesteś żadna]
wtedy on zadawał dużo różnych pytań. na przykład: czym wygrawerowane jest twoje niebo? pętelkami – odpowiedziałam. na końcach grubszych niteczek. świetnieśmy się bawili. wtedy. w dziewczynki z rozdrapanymi kciukami. w chłopców z pogryzionymi wargami.
gdzie jesteś? – zapytał. tutaj. ukrywam się. wszystko ukrywam. ej, nie ma mnie. nie ma problemu - pocieszył. dużo więcej możliwości. mniej alternatyw.wyboru. że tak wyprzedzę twoje niepadające pytanie. co robię? no tak chodzę sobie z tobą, na spacery. czasem. stoisz w oknach. podlewasz kwiaty. układasz bukiety, których nigdy mi nie dasz. no i co więcej?wciąż ubieram się na spotkanie. jakby z tobą. preferuję szarości. do twarzy mi z ziemistą cerą. prawda, sama natura.
czasem drętwieją mi palce od ciągłego ucisku minionych dni.
pustko! czemuś mi tak pusta. - a sorry ta moja patetyczna pseudometafizyka zatruwa mi wersy. życie. ach życie. nad życie.
ale co? przejmujesz się? nie no co ty. tak tylko czasem wbijamy sobie z kolegami szpileczki w ciało.
migdałowate.
chociaż byś się pożegnał. jak inni. i tak wyjdzie na moje. powiem wtedy „a nie mówiłam”. zobaczysz. przekonasz się jak bardzo jest ci beze mnie
lepiej.
wszystko.
dla jednego do[nie]widzenia. przez cudze jej ramię.
(...)
--- cały tekst ---
[zaczęło się od przekazywania sobie dogłębnych uścisków powiek. potem było już tylko gorzej.]
wiesz co, Dżordż? czasem sobie myślę, że ta twoja miłość
cała, czy jak ją tam zwiesz, to zależy od skierowania rzekomych doznań. bo nie wierzę w przypadki. wiesz, przypadek. samo się nic. wszystko się samo. można przekierować na. czy coś tam, Dżordż. zmienić przedmiot wylewania na przez podmiot wylewający z. przelać gdzie indziej. niekoniecznie przedmiot – ktoś, przedmiot – coś, też Dżordż. można przecież po prostu nie myśleć. no przecież. można wziąć życie na przeczekanie. no można. dostrzegać świat, wiesz? poza tobą. jest całkiem fajny. serio.
niebo.
fajne.
serio
no nie potrafię o tobie w ten sposób myśleć. czasem myślę,wiesz, że prawda jest tylko w tym, czego nie potrafię. twoje zdjęcia zaburzają mi twój obraz. i vice versa. obraz zdjęcia.
dobrze mi, pusto. pusto mi, dobrze. jak to możliwe, Dżordż, że próżnia nie jest naturalnym środowiskiem człowieka, no jak. no bo jest. musi być. dobrze mi, Dżordż. ile jeszcze minie dni aż o sobie zapomnimy? chciałabym trzy. mówię ci. będzie dobrze, Dżordż. przecież oboje wiemy, że to nie ma najmniejszego sensu. albo właśnie ma.
najmniejszy.
tylko nie przypominaj.
[ludzie mówią. z czego nic nie wynika.]
mów, jeśli chcesz powiedzieć, chcę posłuchać. już pominąwszy w tym wszystkim moją absolut[nie] poza kategoriami emocjonalnie szmatławą osobę. już pominąwszy przeplatające się daty, słów, przyjazdów, wyjazdów, czynów. posłucham, poćwiczę grę, nieudolną. i dalej to międlisz w głowie koleżanko, i dalej wierzysz, że patologia to medialna ściema, i dalej się uśmiechasz z przekąsem smutnym zamiast rzucać słoikami, bo nic tak
śmiesznie nie ma się do twoich zasad. maskująco chichocz.
poniosę kurwa wszystko. na przykład porażkę. konsekwencje braku decyzji. przecież go znałaś. dobitnie. przecież wiedziałaś jak się toczy. w co wierzyłaś? że zmienisz ludzi, że oni dla ciebie? tacy jak sobie narysujesz. oj malutka, nadal tak słodko infantylna. i czego znowu ryczysz i wmawiasz wszystkim, sobie, że to przez ten cały efekt cieplarniany, że to przez namacalnego brak miejsca na świecie. w codzienności, tak, jesteś silna. metafizyka natomiast, moja droga, wyraźnie cię przerasta. konsekwencje nieistniejących przypadków. owszem, przeproszę, że cię spotkałam. mogłam szlajać się bocznymi zamiast głównymi ulicami. iść na skróty. jeszcze raz przepraszam - wielkie sory.
i kto tu ma wybaczać, i o czym my w ogóle rozmawiamy, i po co ci te gesty akceptacji wad wzajemnych.
przecież i tak zrobisz dokładnie to, czego nie chcesz.
no malutka - nie ma.
jak ręką odjął.
--- cały tekst ---
ta.
no nie mów.
jaki kit.
wyglądasz.
którym dziury by zapchać.
no i przyszłam, słuchaj, wchodzę i się patrzę na niego, tak z oczami w dół, rozumiesz, złowrogo. i mówię do niego, wiesz, totalnie spokojnie, cała się trzęsłam: czy ja wyglądam przypadkiem jak kit, którym można zapychać dziury?
ta. no nie. naprawdę? no co ty? no i co? i co?
no i on patrzy się na mnie tak, że zdziwiony był i w stylu poudawajmy, że nie wiemy, o co chodzi. i mówi do mnie, że dlaczego, że co, że nie miał czasu, że kobiety, że to mózgi inne, jedne lepsze, to drugie, wiadomo, gorsze. czyli jednak wie, w czym rzecz, ale mózg ma inny, fakt.
no i chodziłam tak w kółko z przedartymi na piętach butami, filcowe, takie dość modne, bo wyglądać w dzisiejszych czasach należy. generalnie to takiego koła nie wydeptałam, elipsa bardziej, bo do przodu za bardzo wychodziłam, przed szereg, jakbym, co najmniej, miała coś do powiedzenia ,kiedyś. zostawiliśmy na poziomie metafory, nasze rozmowy płytkie, jak wszystkie, z przypadkowymi elementami magicznej wzniosłości. prawda?
a potem wszystko, wszyscy się rozeszliśmy. ja w jedną, on w drugą. on po chodniku, ja śniegiem, bo lubię sobie stawiać wyzwania po kostki.
czasem żałuję, że jestem kobietą, a nie normalnym człowiekiem.
nie rozumiemy śmierci. korespondencji.
cześć.
jest naprawdę świetnie. wieczorami grywam w brydża
z przyjaciółmi, a o poranku spotykamy się na, jak wypada, porannej kawce.
rozmawiamy o życiu, o w nim przeżyciu i o weekendowej śmierci od piątku do
niedzieli. kochamy dygresje i małe wsparcia ze strony najbliższych. powiedzą mi
czasem, ej słuchaj jesteś całkiem zajebista. ja wtedy odpowiadam, rozumiesz,
dzięki, też bywacie zajebiści. najbardziej was nie rozumiem ze wszystkich
okoliczności. naj to takie pozytywne słowo, prawda? lubimy być naj. najinfantylniejsi,
najmentalniebrzydsi, naj – to takie miłe słowo. no cóż, jeśli już pytasz, co u
mnie. to taka stara bida, wiesz. czasem chodzimy ze znajomymi z
najpiękniejszych tutaj mostów poskakać na bungie bez liny. czasem mierzę sobie,
ile wytrzymam pod wodą w wannie, ale nie mogę złamać reguł gry. z
najważniejszych, to nie możesz się wynurzyć, gdy będziesz musiał zaciągnąć się
powietrzem. jak już musisz, zaciągnij się wodą. h dwa o, nazwa ci wskazuje, też
ma ten twój niby niezbędny tlen. pijamy wodę z solą. wyczytałam, że zatrzymuje
wodę w organizmie. a to ważne, żeby nasze wszelkie istotne komórki zachowały
turgor. zawodowo przechodzimy przez ulice, na trzy cztery zaraz przed
nadjeżdżającym samochodem, to takie narodowe, naukowe i w ogóle specjalistyczne
badania refleksu kierowców. jak na razie (...)
--- cały tekst ---
