30 listopada 2011

poezja

Laura Calvados
Laura Calvados

[„To jest czas matek…” IV]

Moje kobaltowe dziecko mnie nie poznaje;
nożem obieram kamienie, którymi wypycham
kieszeń. Kamienie na zimę spadają z drzew można
je jeść bez obierania z ust wychodzi robak.
Robaki mieszkają w kamieniach dlatego kamienie
gniją; znowu jest noc
 
Moje kobaltowe dziecko krzyczy przez sen
jego imię; zamykam szczelnie okna z kieszeni
wyciągam kamienie, wykładam na talerz
 kikutem dłoni karmię obcego psa
 
Za godzinę znowu jestem biała teraz skończona; psy
są oswojone, zima mija znowu kamienie rosną na
drzewach, kwitną - jest nowy czas już jestem głodna
blizna na moim brzuchu rośnie do światła
podwójna
 
Moje kobaltowe dziecko rozpruwa kieszenie

Bazyliszek
1 grudnia 2011 o 00:21

wbycz, podoba sie, lecz nie wiem dlaczego, ja glupota:))))

zgłoś

Waldemar Kazubek
1 grudnia 2011 o 09:54

Nie wiem, czy Ci się to spodoba, ale jesteś w tych wierszach jak Beksiński. Stary Beksiński.

zgłoś

Wiktoria Danielewicz
1 grudnia 2011 o 10:19

Tak to prawda, Waldek ma rację, jesteś mroczna jak stary Beksiński, ta mroczność mnie przeraża i jednocześnie pociąga, a może wciąga...i to jest fajne.

zgłoś

Laura Calvados
1 grudnia 2011 o 14:07

Poetyka i niepokój obecny w całej twórczości ZB jest mi wyjątkowo bliski. Być może jedną z szal przeważył na zawsze obraz zobaczony w 1999 roku... Wiktorio, ie czuj się przerazona. To tkanka rzeczywistości.

zgłoś

Anna Maria Magdalena
2 grudnia 2011 o 07:04

podoba mi się bardzo kobaltowe dziecko**

zgłoś

Rafał Muszer
10 grudnia 2011 o 08:27

kupiłbym to nawet

zgłoś

Ustinja21
2 lutego 2012 o 15:17

A pod tą tkaną czuć puls. Nieanonimowy. Pozdrawiam.

zgłoś

M.Salome
8 lutego 2013 o 13:52

Tak. Piękne. W Sanoku przeczytałam, że Beksiński chciał być reżyserem. Twoje wiersze są niemal jak scenariusze.

zgłoś

Laura Calvados
8 lutego 2013 o 13:56

Kiedyś, na którymś roku miałam zajęcia z historii sztuki z śp. prof. Wiktorem Zinem. Opowiadał, jak oblał młodego wtedy bardzo Zdzisława Beksińskiego na egzaminie z rysunku, bo ten położył perspektywę rysując osadę w Biskupinie. Prawda, jak ciężko w to uwierzyć patrząc na jego późniejsze obrazy?... Ciekawe, co teraz obaj robią po drugiej stronie...

zgłoś

Waldemar Kazubek
8 lutego 2013 o 15:21

Po drugiej stronie płótna?

zgłoś

Rafał Muszer
9 lutego 2013 o 08:50

Znam kogoś, kto nie wpuścił kiedyś Bastka Riedla przez bramkę na jego własny koncert, bo nie wyglądał na samego siebie, a koleś na bramce był ignorantem i pił w dodatku na służbie.

zgłoś

Waldemar Kazubek
9 lutego 2013 o 10:16

Mój z kolei kolega ze studiów filozoficznych pracował jako wykidajło, bo natura najwyraźniej do tego go stworzyła (poza umiłowaniem myśli). A było to u początków kariery zespołu Myslowitz, nadto dodam, że działo się w Mysłowicach. Pewnego dnia pojawił się u bram klubu nie tak jeszcze znany Artur Rojek, który uparcie nie chciał zapłacić za wstęp chwytając się na końcu argumentu: "Ja nazywam się Artur Rojek i wejdę do tego klubu za darmo" na co uzyskał prostą jak uwagi Wittgensteina odpowiedź "A ja nazywam się Szymon Palka i chyba będę musiał Ci musiał zaraz wybić zęby".

zgłoś

Rafał Muszer
18 lutego 2013 o 19:14

a mój kolega chce przebiec maraton

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się