Istar
1 czerwca 2011 o 11:48

eutanazja

zgłoś

Leszek Lisiecki
1 czerwca 2011 o 12:05

Przejrzałem całą kolekcję - podziwiam zmysł i umiejętność stworzenia nastroju. Foty starannie dobrane i opracowane. Tak trzymaj i ciesz nasze oczy i wyobraźnie!

zgłoś

issa
3 czerwca 2011 o 13:44

Jestem - jako obiecałam:) Wiesz, może przyda się: choć błyskiem oświetlić moją twarz, oczy przechodnia przecież. Żebyś choć trochę wiedział? wiedziała? [- (ech, net...:) zresztą, potrzebna mi płeć tylko po to, by używać jednej końcówki gramatycznej, kiedy mówię bardziejdoCiebie, heh, a wolałabym nie wybierać "Ono") Na jeża-mustanga, za dygresje mnie kiedyś porwą i będą przypiekać na wolnym ogniu;d Dobra, umówię się z Tobą, że jesteś mężczyzną, bo raczej tak widzę Cię, gdybym miała rozpoznawać jedynie z tego, co mam na monitorze.Najwyżej sprostujesz. Lub nie:) Będzie, jak zechcesz] kim ten, kto teraz powie, co zobaczył i słyszał:) I teraz wróćmy z odnóży do drogi. Błysk o sobie brzmi: "droga" jest dla mnie przede wszystkim sposobem patrzenia na świat i siebie; z jej sensów pochodzą najczęściej moje pryzmaty. I tyle, myślę, tu może/musi wystarczyć. I teraz wreszcie o tym, co najważniejsze, czyli o Twoich fotografiach. Podróż po nich jest jedną z tych, po których przybywa na świecie miejsc "mieć dokąd wrócić". Przy poszczególnych obrazach myślałosięwemnie w bardzo różnych przestrzeniach, no ale na razie nie będę w stanie przy każdej z nich zostawić niedźwiedzich tropów, zatem, z żalem, będzie bardzo sygnalnie, po powierzchni i o wszystkich razem, chociaż zdecydowanie wolę w mnogości spostrzegać pojedynczo. Na pociechę powiem sobie, że "widzieć coś jako całość" - też bywa dobrem:) Pochłaniające miejsca. Potrafiły ożywić we mnie ten rodzaj zachwytu /nie w egzaltacji, w tym wypadku jest-to-zachwyt, bo jest-i-tyle/, który przychodzi, kiedy nieuchwytne, płochliwe, kapryśne zazwyczaj jak niewidzialne sarny;d, na mgnienie pozwala się dotknąć:) Później wprawdzie znowu umyka w tę swoją czułą obojętność, w najpiękniej dyskretną nie-widoczność, ale tylko dlatego że wie: znak wystarczy dla ufności: "jest":) Co dziwne, poczułam się melodyjnie, chociaż nie przepadam za wystylizowaną fotografiką, heh. Natomiast u Ciebie kreacyjność stała się jednak wabikiem, nie strychniną. Ech, to ani miejsce, ani czas, żeby jakoś szczególnie się rozgadywać, więc już tylko krótko, z drogowskazów, którędy w ogóle szłam. Z niektórych połączeń: poiskrzył trochę William Turner i M.C. Escher - obrazy spotkaniu z Twoimi myślooczami, rękami - wydają się chwilami bliskie takiemu szczególnemu połączeniu emocji i rozumu - osobliwszemu, bo w równowadze. Kiedy idę, nic mnie nie zaburza, jakbym poruszała się w światach, które sama nazwałabym może, bo ja wiem?, dyscypliną uczuć?, świadomie dzikim? Jakoś tędy. Poza tym, bardzomiędzyinnymi, heh, przy fotografii miasta - Dickens, a najbliżej chyba - "Wielkie nadzieje". Myślałam również o mitach i baśniach, wiesz, o ogrodach, o, hm, prasadach - ogrodach wiar-prób zaufania życiu, o ogrodzie baśniologicznym, o chaszczach barbarzynców;d, poszukiwaczy, wędrowców itd. itd. O reszcie pomilczę. Milczeć bowiem lubię tak samo jak gadać;d, ech. Dziękuję. Będę wracać. Dobrego, 28brrr10 P.s. Czemu fotografia poręby ma tytuł "wyrąb lasu"? Trochę jak wiersz o słoniątku, który miałby tytuł słoniątko;) Jedyny chyba tak minimalistyczny u Ciebie. Pamiętam, rozmawialiśmy o tytułach u plastyków - z bliskim mi dość artystą-plastykiem. Rozglądaliśmy się, czy są, a jeśli są to jakie, różnice w patrzeniu na tytuł w piśmie i innych odmianach wizualności. ech, było piekielnie ciekawie. No ale to już inna historia, więc do opowiedzenia innym razem. P.p.s w gruncie rzeczy, jak tak patrzę, chyba nie miała większego znaczenia końcówka gramatyczna, jakiej szukałam na początku;d

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się