ks_hp
ALL WORKS Poetry (72) Prose (2) Books (1)
About me Friends (5)

Zmiana sposobu prezentacji

29 march 2020

prose

ks_hp
ks_hp

Powietrze

Wdycham poranne powietrze. Rześkie strumienie ochładzają nozdrza, przepływają do płuc i rozbudzają. Przypomina coś ulotnego, co pamiętam jakby z wczoraj, choć wiem, że było w czasach, kiedy świat wydawał się bardziej kolorowy, a sprawy czarno-białe.
Jest w nim coś szkolnego: coś z przerzucania jesiennych liści, coś z wypraw nad cuchnącą ściekami rzekę, przepływającą smoliście przez centrum miasta. Coś ze spacerów wokół parkowej palmiarni. Coś z przesiadywania w sali do biologii mieszczącej się w piwnicy ostatniego pawilonu, obracania głową we wszystkie strony i spoglądania: to za okno, gdzie w szarawym świetle październikowego słońca na boisku grupa chłopaków ze starszej klasy, dając upust swym samczym zapędom, wyrzucała sobie wzajemnie puszczone szmaty, a sroga nauczycielka, ta bardziej męska wersja lesbijki, trzepała otwartą dłonią w potylicę każdego, kto ważył się w jej obecności użyć wulgarnego słowa; to na model szkieletu ustawiony z tyłu sali, tuż przy sercach świń zatopionych w formalinie jak wyrośnięte owady w zastygłej żywicy.
Jest w tym powietrzu coś z wymaszerowywania z domu o siódmej trzydzieści, pokonywania zatęchłej klatki schodowej, omijania świeżych plam moczu i kup pozostawionych przez zniedołężniałego psa sąsiadki. Coś z wypadania w szary świt i wymijania starszych zaspanych twarzy spieszących do pracy i młodszych półprzytomnych twarzy goniących do szkół: (...)

--- full text ---

27 march 2020

prose

ks_hp
ks_hp

Stan równowagi

Od razu, kiedy go rozpoznałam, wiedziałam, że będę musiała przejść nad tym do porządku dziennego, przejść nad jego porządkiem. Wydobyć się jakoś z chaosu powtarzalnych sekwencji, wydostać się z jego mieszkania pełnego kubków i szklanek ustawionych uchem w jedną stronę, jakby nasłuch miały lepszy z prawej. Mieszkania pełnego sald i zestawień ułożonych jedno na drugim, pokrywających się wzajemnie co do milimetra, jakby odwzorowywały moje najcichsze pragnienie. Mieszkania butów w żołnierskim szyku, gotowych do marszu, pilnie czuwających pod drzwiami na właściciela.
Musiałam wyjść z sypialni niepostrzeżenie, uważając, by nie naruszyć pościeli poskładanej w kant, położonej w rogu łóżka jak znaczek pocztowy na czystej kopercie. Nadawcy nie zastano pod wskazanym adresem. Byłam pewna, że wystarczy mi tylko postawić stopy na tych klepkach, które nie trzeszczały, nie wydawały z siebie dźwięku pękających nadgarstków, które łamałam sobie codziennie, głowiąc się, czy warto to wszystko w takim stylu, czy wartko spłynąć stąd, gdy nie spływało po mnie.
Kawa z określoną ilością pianki na blacie w kuchni. Wyobrażałam sobie, że dodaję mu piany z płynu do mycia naczyń i zmuszam go do pomstowania na mnie przez pół dnia. Czy byłby to pretekst – słaby, ale zawsze jakiś. Nie nauczyłam się jeszcze wściekać się na niego, gdy mnie nie wściekał. Irytował go mój spokój i nieład.
Nie (...)

--- full text ---

1 march 2020

poetry

ks_hp
ks_hp

astołeczność

Nie umiem stanąć na własnych
schodach – uginają się i tworzą
horyzont, na którym każde
drgnienie ma dziesięć stopni,
a każda śmierć ma dziewięć
żyć. Oddaj mi chociaż to jedno:
że nie mamy tylu godzin.
Że mówię do okna bez krajobrazu.


Serce pompuje do reszty komór,
w największej tkwię jak zator.
Odwiedzają mnie rzesze fanów,
dojeżdżają przepełnione pociągi.
Kręgi, one pozostały ściśnięte –
rozbierają mnie, choć jestem
sama.



_____________________
cykl: skup rzeczy niepotrzebnych

23 february 2020

poetry

ks_hp
ks_hp

układ foniczny

Dziś widać tarczę na bakelicie,
nigdy nie widać cyfr. Wykręcam
głowę – nieme przewodzenie,
elektryczny chłód zaciska się
jak kabel. Tarcza brzmi obco,
tak bardzo znajomo.


Co dzień wkładam palce
w kratery, dotykam śliskich
planet: z orbity na orbitę,
grawitacja prędko ściąga
ze mnie ubrania. Nie sięgnę,
wiem, że nie dotrę –


wykreśliliśmy Plutona.


_____________________
cykl: skup rzeczy niepotrzebnych

16 april 2016

poetry

ks_hp
ks_hp

okopcenie

Samogrająca cisza trzeszczy pomiędzy
minorami a majorami lata, wysokie
dźwięki płowieją. Dziewczynko, czemu
jesteś taka głośna pod zlodowaciałym
spojrzeniem? Nawet skrzypce traw
wydały ostatnie westchnienie.

W takiej głuszy jaśmin pączkuje
na wypalonej ziemi, a blade czaszki
zalążków błyszczą niczym zroszone
jagody - choć zbyt wcześnie, aby
moknąć od utraconych nocy. Samonośna
cisza nie potrzebuje słuchaczy,

by przetrwać. Dziewczynko, niesiesz
bandaże do podtrzymywania drzew. I tak
upadną; gwałtowne kichnięcie pobudzi
zwiewność złota i błękitu. Odzieją cię
i znowu będziemy krzyczeć,
w krwiożerczym biegu po ukojenie.
 
 
 
(...)

--- full text ---

26 july 2015

poetry

ks_hp
ks_hp

egzogenium

W przejrzewającej jasności nic szczególnego:
stada pingwinów powracają do swych legowisk,
jaja wytaczają się z purpury. Ze skorupek
skapuje na głowy zawiesina
 
szkła i miedzi - emblemat, dzięki któremu
łatwo odnaleźć się w miastach nakrapianych
światłem. Tam mięso oddziela się od kości,
tam pisklęta czekają w samotnych gniazdach.
 
Wzburzenie źdźbeł rozszerza ścieżki, które
nigdy nie wracają w swoje marginesy. Widzę
planety wstrzymane na orbitach, pękające jądra
źrenic.
 
W nieskończonej przestrzeni coś szczególnego:
każde ciało krąży wokół drugiego.



_______________________
cykl: tamponada 

17 july 2015

poetry

ks_hp
ks_hp

je z dnia

Koty płaszące się na ulicach brukowanych łbami
odciętymi od korpusów. Ślad pięt w obojczykach
autostrad, przegubów rąk wciśniętych do oporu.
Rozszarpuję skóry, rozchylam żebra; szukam dna,
które ułożyłoby się we właściwą mozaikę
 
dróg i krajobrazów, jakich przyszło mi zaznać.
Negliż drzew to jedyna nagość, która odrzuca.
Wiem, że chciałbyś rozebrać je jeszcze bardziej,
zrzucić wszelkie powłoki ciała i sięgnąć rdzenia.
Zedrzeć bezbronność, wylać soki.
 
Obiecałem sobie stanąć kiedyś na uboczu, dotykać
powierzchni wód i obserwować, jak codziennie
asfalt topi się i znikają dowody na istnienie
życia.
 
Koty jeszcze raz wydrapią we mnie szlak, zanim
znowu zostanę wykarczowany.



_______________________
cykl: tamponada

13 may 2015

poetry

ks_hp
ks_hp

z ciężkości ud

Lustra oceanów są szczelne, wypierają
się wilgoci - różnicy odbicia i ciała.
Wyszliśmy z przykościstego brzuszyska
statku, gdy kadłub wcisnął się w port.
Do dzisiaj słyszę mlaskanie marynarzy
pożerających stosy ryb. Wypatroszone
 
miasta pulsują w ostatnich konwulsjach
światła i wody. Nie istnieje miejsce,
które przetrwałoby do końca świata -
stworzono nas do destrukcji, rozbijamy
atomy, chwytamy boga za rogi.
 
Oczy najbardziej słone przed zmrokiem;
później tylko wzburzone morza żałoby,
czarnej nieświadomości. Z każdej piany
rodzi się Afrodyta, często po ciemku,
bez świadków, aż pewnego wschodu
 
znajdujesz odłamki muszli.



(...)

--- full text ---

24 april 2015

poetry

ks_hp
ks_hp

źródła

Nie powtarzaj się: wciąż to samo
światło, migotanie przedsionków
piekła. Chcę egipskiej ciemności
i krwawiącej rzeki
 
w pościeli. Rozpalasz do jasna,
wolę ślepotę oczu i widzialność
nieokiełznaną wzrokiem.
 
Codziennie przechodzę w miejsca
niewyleżane przez ciężkość ciała,
zmieniam pozycje, rozsypuję się
w puzzle. Z podłogi można zebrać
 
kurz, który będzie mimo wszystko.

19 april 2015

poetry

ks_hp
ks_hp

in. karnacja

Przesyłka. Szukam w skrzynce Re,
jest dla mnie bożym światłem, ręką
otwierającą wieko. W rozżarzeniu
zapomniałem o skórze. Marszczy się
niebo pod pręgorzem burzy. Pocisza.
 
Drzwi nie znoszą takiego bezgłosu.
Czekam więc na dźwięk połączenia
się kontynentów, wszystko wróci do
siebie i w końcu czarny z białym
zaniechają wieczystej separacji.
 
Póki co są jedynie cienie i powieki
zamknięte w słońcu. Oczy usychające
z pragnienia. W odblasku policzków,
w poświacie ust chcę widzieć czas,
który się zatrzymał, ale wyżłobił
rzeki niosące żaglowce z przesyłkami.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register