Gdy czujne płomienie świeczek
Zdemaskują każdy kąt sali
Wypełnionej złudzeniami ciał
Ubierze maskę i będzie grać
Jak w spalonym teatrze
Zastąpionym plastikową makietą
Ich szkarłatne cienie
Tańczące na linii rzęs
Odbiją się w pustce oczu
Chciwie chłonąc jej talent
Wraz z końcem ostatniego aktu
Opadnie kurtyna iluzji
By wreszcie jej uświadomić
Że nigdy nie była dobrą aktorką
Dobry. Lecz mam wrażenie, że zatrzymujesz się w połowie drogi i piszesz bardzo "bezpiecznie". Boisz się pójść dalej, gdzie za słowami czai się mrok i demony? :-)
report
Cóż, nie boję się ;) Bardzo lubię mrok i demony ;) Wiersz ten pierwotnie nazywał się "piekło". Został gruntownie zmieniony, po tym jak na innym portalu dostałam same negatywne komentarze, że za dużo patosu itp. Ten prawie w ogóle go nie przypomina. Jednak jestem z niego zadowolona. Twój komentarz zawiera pierwszą pozytywną opinię na jego temat. Dzięki ;)
report
Podoba mi się:) Wrócę tu jeszcze:)
report
Dziękuję i zapraszam ;)
report
stopniowo wciąga tekst by na zakończenie zapisać wniosek --dla mnie ładnie i ciekawie :)
report
Dziękuję ;)
report
warto Cię czytać uważnie... przenosisz więcej słowami niż demony wizją... świetne wiersze... ;)
report
Dziękuję ślicznie :)
report
podoba się
report