Zmiana sposobu prezentacji
pół grama kokainy
czeka zawinięte w sreberku
na okładce płyty Tricky'ego
zapomniana grudka speedu
w szufladzie kostka marokańskiego
haszyszu czeka na zmiłowanie
i lepsze dni, gdy będę miał
z kim się tym wszystkim
podzielić
dni, które nigdy nie
nadejdą
[16.11.2015]
1. nicość jest
tak pociągająca
rozchyla uda i zaprasza
by penetrować
czystą pustkę
2. zejść tak głęboko
w dno samego siebie
żeby zobaczyć drgające spazmatycznie
wiązania atomowe
3. a potem rozpieprzyć to w drobny
puch anihilacji
i żeby nie ostał się nawet
elektron na protonie
wywrocić rzeczywistość
na nice
[24.10.2015]
czarny ślimak
pełznie po czerwonej ścianie
obok lodówki i tostera
zwinął się ze strachu
w kłębek
wyrzucony w ciemność zaokienną
gdzie deszcz
na papierze pozostał
po nim wilgotny
obrzydliwy śluz
otwarte okno kusi
żeby wyskoczyć
ale to przecież
tylko parter
[2.09.15]
ich przodkowie zasłaniali
wiszące na ścianie
święte obrazy
gdy się kochali
sto lat później
zasłaniają kamery w laptopach
samotnie
zaspokajając się
na stronach porno
już nie kręcą się młynki modlitewne
z mantrą twojego imienia
w mojej głowie
nie zasypiam w tym białym
szlafroku żeby poczuć
twój zapach
który się rozpłynął
już nie przyglądam ci się
z lubością jak wisisz
naga na hakach
w klatce mojego
umysłu
już nie jesteś mi
tak boleśnie i tajemniczo
trzykroć przedziwna
26.11.2015
coraz rzadziej wpadam
w te kilkudniowe ciągi -
niepohamowane i chorobliwe
- gdy chce mi się -
jeszcze jakoś
żyć
potrafili rozmawiać ze sobą
oddaleni o tysiące kilometrów
o niczym
rozpaczliwie łkając
do mikrofonu
że już nie mogą tak
i że dłużej nie wytrzymam
a tymczasem net
rwał się tak mechanicznie
jak ich zdumione
bicie serc
Pornografia i jej powtarzalność
w delcie mojego mózgu
rozlewa się obficie
cicha nienawiść
na manowcach bagien
krzaczą się i plenią
chore myśli
w zakamarkach wszędzie rosną
dziuple śliskich wagin
i żerdzie łechtaczek
każdą myśl wciąga wir
białej piany spermy
w twój pępek
sterczące sutki dziurawią oczy
wielkie płaty mięsistych pośladków
dławią mi krzyk
kolejne orgazmy
potrząsają spazmatycznie
kablami w przepalonym mózgu
nie ma cię
obudziłem się
z duszą nieumytą
w śmierdzącej pościeli
sparaliżowany koniecznością
upartej krzątaniny
wokół tego ciała
niech ktoś ściany
spróchniałego mózgu
gaszonym wapnem wybieli
leżałem słuchając radia
właściwie nie myśląc
przerażony, że oto wstał kolejny
z tych pięknych i zbędnych dni
w tym zimnym piekle
gdzie trzęsacymi rękoma
zaparzasz kawę
każdego koślawego poranka
nie ma cię
i wobec tego
(...)
--- full text ---
Ciemność wypełza zza liszajów gnijących fioletowych tapet przeplatanych wzorem złotych orientalnych liści wijących się w gęstym listowiu mauretańskich arabesek. W gęstym zaduchu nieświeżego powietrza słychać przytłumiony dźwięk uderzających o siebie i eksplodujących bil, przetykany cichym mlaśnięciem, wówczas, gdy któraś z nich wirując niepewnie – lub tocząc się niemrawo po zatłuszczonym zielonym suknie – wpadnie do łuzy.
Zapach starych plam po wylanym na suknie bilardowego stołu piwie unosi się do góry ruchami konwekcyjnymi, podrażniony szelestem uderzanych kul.
Przy stole poruszają się trzy mgliste postacie: gruby czarnuch w żółtych butach, w jakich zwykle chodzą budowlańcy, w białym T-shircie i czapce bejsbolówce z obdartym w połowie daszkiem; meksykaniec lub Portorykańczyk z cienkim, wymuskanym zarostem w postaci kreski idącej od ucha do ucha o wyglądzie ulicznego alfonsa, którego twarz mimo to wzbudza zaufanie; trzecim graczem jest Polak nerwowo kiwający się przy stole i popisujący swym kulejącym angielskim, który w jego mniemaniu prezentuje się zapewne niczym angielski rodem z Cambridge, ze sztywną górną wargą.
Niczyja warga nie jest tu jednakże brytyjsko sztywna... Przeciwnie, wszystkie krwawią tutaj przeźroczysto-białym śluzowatym „kolumbijskim katarem”. Gdy z wilgotnego upału – pierwszym słowem, które zapamiętał Polak, gdy klimatyzowane wnętrze lotniska JFK wypluło go z (...)
--- full text ---
