Zmiana sposobu prezentacji
- Hremphrh - wycharczał Hrem, wypluwając przeżutą kość.
- Drakharakerk – przyznał Drak, wskazując na niewielką liczbę pozostałych szczątków. Ptak Senki, którym właśnie się posilali, był drobny, a jego mięso chude. Nie wystarczy na zaspokojenie ich głodu.
- Gangarnakha ga! - zganił ich Gan. Nie lubił jak narzekali. W zasadzie w ogóle ich nie lubił. Mieli brzydkie mordy i cuchnęli.
Hrem to trzy otwory gębowe, jedno wielkie oko z tyłu głowy, jedna ręka długości reszty ciała oraz kolczasty ogon. Drak miał długie, spiczaste uszy wielkości dłoni, pięć małych oczek, skórę w kolorze bagna i wielką paszczę zajmującą połowę jego tułowia. Gan szczycił się swoimi łuskami i rudym owłosieniem oraz eleganckim garbem. Miał również jedną parę odnóży więcej od swoich towarzyszy. Dzięki temu szybciej biegał i pierwszy dopadał ofiarę podczas polowania. Był z oczywistych powodów ich samozwańczym przywódcą.
- Draknnak – powiedział Drak, po czym pozbył się nadmiaru śliny z gęby. Gan czasami za bardzo się rządził. I strasznie śmierdział.
Hrem nie mógł patrzeć na Draka i Gana podczas jedzenia, więc zamiast bezsensownie sprzeczać się, co było ich zwyczajem, rozglądał się po jaskini, w której mieszkali. Miała ona wyjątkowo regularne kształty jak na wytwór tego wymiaru. W zasadzie wyglądała z zewnątrz jak pudełko, a wewnątrz rozwarstwiała się w górę i w dół, (...)
--- full text ---
Do pokoju wchodzi młoda kobieta. Krok pewny, lecz spojrzenie melancholijne. Oczy ma pociemniałe od wewnętrznego smutku, choć wygląda na zdrową. Siada na krześle naprzeciwko biurka i patrzy mi prosto w oczy.
- Czuł się pan kiedyś jak wycieraczka ? - Zaczyna spokojnym głosem. Zbija mnie tym z pantałyku. To zawsze ja zadaję pytanie pierwszy, a moi pacjencji zwykle są nieśmiali, roztargnieni, zamknięci w sobie. Szybko doprowadzam się do porządku.
- Jak wycieraczka? To znaczy jak?
- Jakby pan był tylko słabym kawałkiem materiału, po którym każdy depcze.
- Często się tak czujesz?
- Od czasu do czasu. A pan czuł się tak kiedykolwiek?
- Tak, zdarzało się. Jak byłem mały i nie umiałem grać w piłkę.
Młoda kobieta powoli uśmiecha się. Jest to jednak uśmiech gorzki, który kryje w sobie autoironię.
- Ja się tak czuję zawsze, gdy coś mi nie wyjdzie. A zdarza się to bardzo często. Inni tylko czekają na moje potknięcie, by zdeptać mnie jak wycieraczkę.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Nigdy nie pochwalą za dobrze wykonaną pracę, dostrzegają tylko moje porażki. Jakbym w ogóle nie istniała. Jakby moja aura była przeźroczysta, a w chwilach porażki stawała się włączoną syreną na radiowozie krzyczącą: "Hej, tu jestem! Właśnie zrobiłam coś źle!". Wtedy wszyscy mnie zauważają i (...)
--- full text ---
