Kawa wrzeszczy prosto w nos.
Spokój błąka się po irracjonalnych kątach.
Na półkach z książkami drzemie język polski,
ale już się wierci. Po sakralnej stronie szyby
ogon kota Lucka wznosi modlitwy do dnia.
A ten nadal uwikłany w resztki nierzeczywistości.
Pies miażdży mi stopy, ze strachu, że uciekną
nie wiadomo dokąd. Kawy nie ma, znikła,
może sama się wypiła. Zapach ciszy wnika
w kiepski wiersz o czymś tam dziwnym.
Czas otwiera się na oścież. Wchodzę. Za mną
pies i przeszłość, sapiąc głośno. Lucek
już tam czeka, wraz z upolowanym słońcem.
bdb, odczuwalny, jednak nie pasuje mi słowo "najwidoczniej", zastanowiłam się czemu i wyszło mi, że za długie, zwalnia ten ciąg obrazów/skojarzeń, miesza rytm. Może "widocznie", a może jeszcze inaczej? :)
report
no i zmusiłaś mnie do przeczytania własnego tekstu, ale dobra, wprowadzamy rytm i trochę niepewności ;)) dzięki!
report
gdy codzienność wymuszona/ szukasz bracie choć promyka/ ot, na Trumlu jest ta strona/ tu się kotu nie wymyka :))
report
na Trumlu wymyka się inaczej :)) dzięki!
report
Jak to wymyk, wciąż zawiły/ głowisz się więc już od rana/ znaleźć sedno, nie nad siły/ czy krynica, czy tam kana...;))
report
do sedna to mnię jest zawsze za trudno i za daleko...;))
report
słońce wypięło się na mnie twarzą/ jednak niczego to nie zmieniło w moim samopoczuciu/ no może trochę weselej się smucę/ nieproszony wiatr jak natrętny domokrążca/ pogwizduje cierpliwie pod oknem/ nie wpuszczę gnoja/ niech marznie //;)
report
oby się wszyscy wypinali na nas jak słońce, a wiatr to ja mam sam wiesz gdzie..;))
report
sakralna strona szyby - to jest to. Pozdrawiam, Lucka też. :)
report
dzięki i odpozdrawiam - w imieniu Lucka również...:)
report