Z pamiętnika pijanego wierszoklety
Nacisnąłem i włączyła się ( obiektywna ocena samego siebie ). Ło matulu, ło matulu - wrzasnęło w samym środku. Lustro zbladło, poszarzało i przezornie zemdlało. Butla z gazem czknęła wątłym bączkiem, po czym czmychnęła pod stół. Nóż stępiał - wypisz, wymaluj gęba, której tak nie lubię. Sznur splątał się w węzeł gordyjski i zapadł w stan głębokiego samadhi. Spróbowałem walnąć głową w coś, ale nawet coś wymiękło. Wgramoliłem się na najwyższą wieżę - dno polazło razem ze mną, więc nie było na co skoczyć. Jezioro, w którym chciałem się utopić zamarzło. Wskoczyłem do klatki z tygrysem - dostał zawału ( klatka też ). Połknąłem całą aptekę i, kurde, tylko rozwolnienie! No to w końcu napisałem wiersz - ale to poezja poderżnęła sobie gardło.
hmmm... porzarzało?- może Ż albo SZ chciało?:)))
report
Stanowczo SZ chciało! :))) Dzięki - poprawiłem.
report
Kciuk :) (bez to w ostatniej linijce - zdecydowanie! ;)
report
"To" w ostatniej linijce jest niezbędne - dla rozróżnienia. Czasem warto powtórzyć jakieś słowo, nawet pięć razy i kosztem urody, jeśli tylko dzięki temu kupy trzyma się zamierzony sens ;)
report
:))) Trzeba było szybko nacisnąć jeszcze raz!
report
Efekt mógłby się podwoić! :))
report