Zmiana sposobu prezentacji
cho sie ruchać prącia kłosem
cho sie ruchać kurwiu z nosem
cho sie ruchać w babim lecie
cho sie ruchać ty naplecie
cho sie ruchać pizdo z szyszek
cho sie ruchać boś opryszek
cho sie ruchać ty talibie
cho sie ruchać w moim grzybie
cho sie ruchać wstęgo kału
cho sie ruchać i nie żałuj
cho sie ruchać grzybnio sromu
cho sie ruchać i do domu!
Jestem niewolnikiem tego, kto dał imię memu ciału. I nadał kształt mojej plugawej duszy. Jestem niewolnikiem pieniędzy, co parzą dłonie i zysków, i porażek śmiertelnego oddechu, co zgina mój kark i spermy wibrującej w ciele ostrza, które rozetnie owoc i ostrza, które poderżnie mi gardło i rozpruje pierś. Musisz mnie wykorzystać, bo mógłbym być jaki nie potrafiłem być nigdy. Musisz wykorzystać mój seks i zacisnąć swój sznur na mojej białej szyi. Jestem niewolnikiem matki wszystkich świń i ojca mych wszystkich rozpaczy,woli która wymazuje wszystkie moje żale i swego dzieciństwa, i skrywanych lęków. Jestem niewolnikiem światła, co nadaje twarz słabości i swoich upadłych królestw. Jestem niewolnikiem soli i wiatru, które wypalą me bogactwo i mój trąd!
Niech wasze ciała gniją tam w półmroku. Na drzewach i szubienicach,w piwnicach, celach, burdelachI kościołach. Nieś złość Twą tak by nikt nie pamiętał, że byłem skłony do tworzenia. Pragnę zniszczyć to wszystko, zniszczyć wasze ziemie jak najbardziej się da. Zgwałcić naturę i zabić swe potomstwo,przeszłość i przyszłość Wszystkich na drodze mego ostrza,a tnie ono głęboko i głodne ono dziś. Ohydni jesteśmy i na bagnach oddaliśmy najlepszą część siebie. Nie złota chcieliśmy, ale waszych zgliszczy,nie chwały, ale waszych dramatów. Mamy to wszystko bez was,a jednak nie dla nas są blizny i naszych pragnień na ciele przykazania. Dlatego w ohydzie żyjemy By płonące wasze ciała w końcu pojęły,że nie ma głębszej negacji człowieka niż rozpalona żagiew umyślnie w czaszkę wbita. Tak chcieliśmy przegrać nie dając się zwyciężyć, tak chcieliśmy nienawidzić Tak chcieliśmy zobaczyć ruinę Naszych obłędnych lat!!!
Kiedy dusza moja zgaśnie jak gasną ogniska. I z ciała popiół zostanie i ziemia Przybądźcie krewni, bracia i wrogowie Przybądźcie by milczeć z pustymi rękami bo nie chcę nawet zwiędłych kwiatów bo nie chcę nawet leśnego igliwia Chcę waszego milczenia kamiennych twarzy i pochylonych głów!!!
Niszczyć by tworzyć, Tworzyć by niszczyć, Z marazmu zdarzeń wyłuskać natchnienie, Zdławiony impuls kreacji, Niedościgniony i obłąkany, W niemocy swojej bliski boskiemu, Wszak może ułomność moja, boskie ma znamię, w tych pokręconych kształtach, swój obraz nadaje, jak Fidiasz w Atenach, kamienie ożywiał, takoż i Ja tym zgłoskom, znaczenie nadałem, I abym zawsze swych dzieci, wartość pamiętał.Sen kiedyś miałem wisiałem na drzewcu, zło uczyniłem, nie godny ojcostwa, jak nędzny Judasz za garść srebrników sprzedałem swe dzieło. Nie! Biada mi! Nie warte to złota, ni pereł spleśniałych, ni władzy i zdrowia. Spokój na duchu mą będzie zapłatą, i bukłak gorzałki do snu mnie utuli.
Jezykiem moim plomien, co nie oczyszcza a tylko podpala. W te noc listopadowa nature namietnie caluje by tez sie stala blada. Jezykiem moim plomien, co nie oswietla a tylko podpala. Gwiazdy, snieg i ksiezyc Droge mi wskaza Pod koniec listopada. Językiem moim plomien popiolem slowa!!!
Dziurawy świat,dziurawe mięso,w ziemi dziury,z nich dymem tryska.Dziurawy świat,dziurawe mięso,w ziemi dziury,z nich chłodem tryska.Dziurawy świat,dziurawe mięso,w ziemi dziury,z nich jadem tryska.A mnie znówtrzy rany zadano kłute w mostek,wątrobęi podbrzusze.I dobrze.Smutek światadziurami wchłonę,odkupię wszystkie dusze.
Dlaczego tak wiele nas dzieli? dlaczego ni cienia nadziei? choć serca tak nam biją nie mamy szans dziewczyno Oboje o tym wiemy i choć do siebie lgniemy choć ciała nasze płoną miłością niespełnioną Będą te nasze chwile jak piękne te motyle co krótko tylko żyją zapomnij dziś dziewczyno że wszystko to przeminie Dziś damy sobie chwile, cudownych serc uniesień a kiedy młodość minie i życia przyjdzie jesień To wspomnisz o mnie kiedyś i wrócisz do mnie myślą a może nawet czasem po nocy ci się przyśnią te chwile, gdy w ramionach moich ty tak wtulona tańczyłaś w takt muzyki Gdy twoje ciało drżało. pod dłoni mych pieszczotą zdradzając twe pragnienia słyszałem twe westchnienia Choć usta “NIE” mówiły, to ciało cię zdradzało i te zamglone oczy........ czyż sen ten – nie uroczy?
Kiedyś przyjdzie ten dzień, I przyjdzie napewno. Dzień jak każdy inny; Szary świt, ciepły zmrok i sen. Sen pełen pytań, czasu... Jedyny taki sen, Z którego nie ma odwrotu. Popłynę w głuchą ciszę, W piękną ciemność. A na końcu będzie światło, Do którego wszyscy dążą, Lecz jest za wysoko, Nie dla mnie świeci Zawracam... Spadam w nieznane...
Mój umysł oszalał. Został w łóżku i robi rzeczy, o jakich nie śniłam, oddaje się namiętności, w blasku nocy wznosi się na wyżyny rozkoszy. A ja? Jestem tutaj, obok Ciebie, mój drogi, siedzę tu, ramię w ramię z Tobą. Tak, mężczyzna na parkiecie jest moim partnerem, tak, to nie on pastwi się teraz nad moim umysłem. Chcesz wiedzieć dlaczego moje dłonie tak mocno zaciskają się na szklance, dlaczego kurczowo łapię brzeg swej sukienki? Otóż, mój drogi, mój umysł jest w innym świecie, daj mi rękę, poprowadzę Cię tam, gdzie moje ciało było wczorajszej nocyPatrzysz na mnie zdziwiony, gdy moja dłoń muska szyję. I nagle trzask. Widzisz ciemność. Gdy Twoje oczy się przyzwyczajają widzisz cienie. Mężczyzna dotyka kobiety delikatnie, z pewnym wahaniem dotyka jej szyi opuszkami palców, jej ciało się rozluźnia. Trzask. Patrzysz na mnie siedzącą przy stole. Dłoń opada na stół ściskając w dłoniach obrus. Trzask. Jego dłoń chwyta mocno i przyciąga do siebie kobietę. Rozpoznajesz w niej mnie. Moje ciało... Trzask. Kręgosłup wygina się w łuk na krześle. Przerażone oczy zmuszają dłoń do puszczenia obrusy. Materiał rozluźnia się... Trzask. Dwa cienie opadają na łóżko Widzisz ich usta, niemal się (...)
--- full text ---
