ech i przypomniało mi się :)) moje ostatnie nocowanie w namiocie na skalisto trawiastym brzegu kilka metrów od oceanu, bajka, obudziła mnie poranna bryza, przez kilka minut lało jak z cebra, a potem wyszło słońce - to jest chyba jedno z najcudowniejszych moich wspomnień
Masz rację. To cudowne wspomnienia. Jedno z nich dotyczy właśnie tego namiotu, zagubionego w dziczy bieszczadzkich połonin i wystawionego na czterodniową próbę wodną:)
Miałam wtedy około 10 lat. Las niedaleko domu, ale gałązki skrzypiały, drzewa dziwnie śpiewały, coś pohukiwało i chyba duchy mamrotały... Gdy byłam dorosła, to wspominaliśmy ten czas. Okazało się, że rodzice pełnili wartę :-) Następną noc spędziłam w domu, bo strachajło ze mnie :( Moja starsza siostra i kuzyni byli dzielniejsi i spędzili w szałasie jeszcze dwie noce. Dziwiło nas zachowanie naszych rodziców - ziewali niemiłosiernie ;-)))
Dorotko, moi rodzice podarowali nam piękne wakacje, choć ogólnie nie przelewało się. Nie zwiedziłam świata, ale poznałam las, rzeki, jeziora, umiem orientować się w nieznanym terenie, spotykałam sarny, zające, dziki i wielkie świnie, "dzięki" którym niejednokrotnie zażyłam pokrzywowej kąpieli w przydrożnych rowach. Strach przed pędzącym bykiem pozwolił na sarnie skoki przez wysoki płot. To pachnie dotąd, to daje sens do życia. Nie umiałam niestety tego zapewnić synom. Nie było tak źle, bo jeździli na obozy pod namiotami, ale to już inna bajka :-)
każdy ma swoją bajkę Joha, Twoi synowie też ją mają i będa ją wspominac po latach :)) a Twoi rodzice pokazali Ci wielki świat :)) ja miałam to samo, poznawałam las razem z tatą, robiłam łuki i latawce, a las w promieniu kilku kilometrów wokół domu był mi całym światem i było super :)
Leśniczówka koło drogi z Baligrodu do nieistniejącej już wtedy wsi Rabe, po której pozostały skruszone fundamenty. Namiocik rozbity na terenie posesji robił za bazę wypadową w boczne odłamy Bieszczadów. Czasem oprowadzały nas dwie małe dziewczynki - córki leśniczego. M.in. zaprowadziły do upowskiego bunkra, pokazały wybijające przy drodze źródełko o zapachu nadpsutych jajek, czy teren zwany żmijowiskiem. Tu akurat nie potrafiłem zachwycać się fauną Bieszczadów.
kiedy ja spałam w namiocie? nie pamiętam, heh, a tak fajnie bywało:)
report
Fajnie było, zwłaszcza kiedy jelenie obstąpiły zwabione głosami z wnętrza tegoż przybytku:)
report
:)
report
Ja nigdy nie spałam w namiocie;p
report
Zawsze możesz spróbować. Uwielbiam:)
report
miłe wspomnienia :)
report
Owocne wspomnienia. W jagody i brusznice jedzone na stokach Połoniny Caryńskiej.
report
wspomnienie wspomnienia,:)
report
Właściwa część namiotu dyżuruje na szafie. Wykorzystuję ową pałatkę w górskich eskapadach.
report
Tak, piękne wspomnienia, choć nigdy nie spędziłam nocy w górach. Nikojanie, a spałeś w szałasie uplecionym z gałązek ? Pozdrawiam serdecznie :-)
report
Spałem też w szałasie z uplecionych gałązek. Tak misternie uplecionych, że swobodnie mogłem policzyć gwiezdne konstelacje:)
report
ech i przypomniało mi się :)) moje ostatnie nocowanie w namiocie na skalisto trawiastym brzegu kilka metrów od oceanu, bajka, obudziła mnie poranna bryza, przez kilka minut lało jak z cebra, a potem wyszło słońce - to jest chyba jedno z najcudowniejszych moich wspomnień
report
Masz rację. To cudowne wspomnienia. Jedno z nich dotyczy właśnie tego namiotu, zagubionego w dziczy bieszczadzkich połonin i wystawionego na czterodniową próbę wodną:)
report
taka wspomnienia są super :))
report
Miałam wtedy około 10 lat. Las niedaleko domu, ale gałązki skrzypiały, drzewa dziwnie śpiewały, coś pohukiwało i chyba duchy mamrotały... Gdy byłam dorosła, to wspominaliśmy ten czas. Okazało się, że rodzice pełnili wartę :-) Następną noc spędziłam w domu, bo strachajło ze mnie :( Moja starsza siostra i kuzyni byli dzielniejsi i spędzili w szałasie jeszcze dwie noce. Dziwiło nas zachowanie naszych rodziców - ziewali niemiłosiernie ;-)))
report
Joha to znakomita opowieść :))
report
Dorotko, moi rodzice podarowali nam piękne wakacje, choć ogólnie nie przelewało się. Nie zwiedziłam świata, ale poznałam las, rzeki, jeziora, umiem orientować się w nieznanym terenie, spotykałam sarny, zające, dziki i wielkie świnie, "dzięki" którym niejednokrotnie zażyłam pokrzywowej kąpieli w przydrożnych rowach. Strach przed pędzącym bykiem pozwolił na sarnie skoki przez wysoki płot. To pachnie dotąd, to daje sens do życia. Nie umiałam niestety tego zapewnić synom. Nie było tak źle, bo jeździli na obozy pod namiotami, ale to już inna bajka :-)
report
każdy ma swoją bajkę Joha, Twoi synowie też ją mają i będa ją wspominac po latach :)) a Twoi rodzice pokazali Ci wielki świat :)) ja miałam to samo, poznawałam las razem z tatą, robiłam łuki i latawce, a las w promieniu kilku kilometrów wokół domu był mi całym światem i było super :)
report
Leśniczówka koło drogi z Baligrodu do nieistniejącej już wtedy wsi Rabe, po której pozostały skruszone fundamenty. Namiocik rozbity na terenie posesji robił za bazę wypadową w boczne odłamy Bieszczadów. Czasem oprowadzały nas dwie małe dziewczynki - córki leśniczego. M.in. zaprowadziły do upowskiego bunkra, pokazały wybijające przy drodze źródełko o zapachu nadpsutych jajek, czy teren zwany żmijowiskiem. Tu akurat nie potrafiłem zachwycać się fauną Bieszczadów.
report
faktografia skromniutka, ale fajnie tu gadać. :) Bardzo praktyczna leśniczówka - przenośna, leciutka...
report
Faktografię ową nosiłem na własnych plecach, stąd niezbyt rozpasany widok:)
report