Zmiana sposobu prezentacji
przyjść do Vrises
na piechotę górskimi drogami
usiąść w typowym kreteńskim bałaganie
zwanym kafe uzeri
i popijać małą grecką kawkę
parzoną na sposób turecki
kontemplować leniwy poranek
wsłuchiwać się w szuranie kapci
popowato wyglądającego dziadka
niosącego naftę do nacierania stóp
wsłuchiwać się w głośne siorbania
tubylczych porannych kawiarzy
wgryzać się w ten bełkot
i beczenie kóz kri - kri
zwane ich językiem
wpatrywać się w leniwy poranek
koniuszkiem umysłu penetrować każdy skrawek
rozpościerającego się krajobrazu
wypełniać się nim
oddychać
(...)
--- full text ---
narkotyki mych nawyków
wiodą życie galerników i górników
krok za krokiem
trop za tropem
rzucają mnie w niebo i ściągają z powrotem
spokój i niepokój
są jak tancerzy para
on go obmacuje
on go opierdala
wszystko się kręci
nowe się w stare zmienia
powodzenie nabiera smaku rozgoryczenia
idźmy dalej - cóż za przesubtelna paranoja - kłamstwo
to prawda pięknie wystrojona
bydlę umysłu skacze
gubi zęby
zamiast białego opium cukru spożywa otręby
pali herbatę gdy nie ma tytoniu
i na białym koniu idei zdąża ku otchłani
na alkoholowej bani
bydlę ból uśmierza
żołnierza przebierając w lekarza
wierci się i kręci
(...)
--- full text ---
Thousand dreams of imagination
tysiąc snów imaginacji
jest niczym wobec snu rzeczywistości
leżę
i opadają mnie zewsząd barwne rojenia
rozmazuje się to gdzie jestem
i w czym tkwię
postanowienia upadają w sekundzie
w kolejnej
rodzą się nowe
w krzywym zwierciadle umysłu
odbija się to
czego nie będzie
salceson marzeń gęsto naszpikowany jest
ucieczką przed tym co mnie otacza
gubię oddech
gubię rytm właściwego oddechu
na rzecz kolejnego papierosa
ten
to ostatni
ten ostatni
z dnia na dzień
coraz dalej - coraz głębiej w jakąś studnię skołowanych myśli
coraz mniej światła
(...)
--- full text ---
Prawdziwych przyjaciół się demaskuje
Prawdziwych przyjaciół się
demaskuje - przyjaciel jest jak powietrze, którym się oddycha.
Przyjaźń jest zbyt upojną brednią, by się na nią powoływać - jest
perwersyjnym zapładnianiem jaźni - w wielu wypadkach rodzi się z tego twór
umarły jeszcze przed narodzinami. Przyjaciel jest jak chleb, który spożywa się
nie będąc wygłodniałym - jest echem plusku górskich strumieni...
- Sprawy seksu nie stanowią dla nas tabu - z dumą powiedział
lewy trampek do prawej tenisówki.
- Tak, tak. Oczywiście - szybko przytaknęła tenisówka.
Zaległa cisza. Trampek przez chwilę jeszcze upajał się swoim stwierdzeniem po
czym wyniośle spojrzał na tenisówkę. Skuliła się troszeczkę pod tym wzrokiem,
nabrała powietrza i, nie patrząc na niego, wyrzuciła z siebie:
- Ale wiesz... ja... już jestem zajęta...
- Ależ naturalnie, wiem o tym. Ja sam także już związałem
swoje życie... - i nie kończąc, jowialnie poklepał ją sznurowadłem.
Rozpinaj swój
umysł, równie często jak rozporek. Paryż, Maj 68
śmigaliśmy od knajpy do knajpy
prawie prosto
i podniecały nas
te poszukiwania odszukiwania
te odnalezienia w nieodnalezieniu
z nadzieją na karku
uczepioną jak rzep
nie były nawet monotonne
w swej sprężystości
zagubionej
zatraconej na początku
zaistnienia tego współprzebywania
prawie bezmyślnie okrążenia
asfaltowych przestrzeni
rozwiewały się w swej
nierzeczywistości
w irracjonalności naszych wspólnych
poczynań
(...)
--- full text ---
bez sensu
powtarzam sobie przypatrując się życiu
tej kretyńskiej bieganinie za urojeniami
bez sensu
mantra księżycowej samotności
i pragnienie śmierci graniczące z szaleństwem
stopiony w jedno z migoczącym płomieniem ogniska
próbowałem oderwać się od bestii umysłu
ukróciwszy oddech
wróciłem wulkanem wdechu
spłonęły tylko wspomnienia
o pewnej
pełnej wigoru dziewczynie
którą kochałem gdzieś w Kielcach
na materacu wszechświata
kilka lat temu
spłonęły amulety wspomnień
jej kobiece ciepło które nosiłem w sobie
by ogrzać się nim w zimowe chłodne noce
wspomnienie jej łona
(...)
--- full text ---
przyjdź
będziesz świątynią mej miłości
najwznioślejsze modlitwy
i najczulsze pocałunki
ułożę w bukiecie eksplozji
i cichego śpiewu
tego śpiewu
przyjdź
bo jestem jak ogień
zaprószony
gdzieś na równinie
wyschniętego stepu
przyjdź szybko
może zdołasz mnie jeszcze
ugasić
przyjdź
będziesz świątynią tego ognia
będziesz modlitwą moich ust
przyjdź...
teraz już wiem
że dzieliłem z tobą
los tułacza
noce chłodne
spędzone w kącie foliowego namiotu
gdy wkoło szron
skradał się cicho
srebrząc stopami liście koniczyn...
jakże rozjaśnił się mój umysł skołatany...
teraz już wiem...
wtedy szeptały mi o tym
kołyszące się na sztormowym wietrze
bambusowe zarośla
gromkim głosem śpiewało morze
a każdy kamień na plaży
opowiadał mi tę historię na nowo
byłem ogłuszony...
teraz już wiem...
(...)
--- full text ---
