parady miłości więdną poza miastem
tam się garną zboża między kochanków
i wyłuskują dzieciątka z wiotkich skorupek
kobiety biesiadują na kolanach rycerzy
w zimne zbroje więdną delikatne calie
wpinając biodra między zardzewiałe trzaski
koloruję wycinanki z trawy
moje chabry dosięgają nieba
piją błękit
maki więdną na brzuchu
przesiąkając czerwienią
w głowie szumią drzewa
ptaki rozdmuchują pióra na wiatr
niosąc w zakątki słowa
wypłukane z wierszy
z mgły rozpuszczonej
w nagim słońcu
prześwituje nadzieja
przez halkę widać smukłą
sylwetkę cienia
odchodzi
W zimnych zbrojach - jędrnieją delikatne ciała:))))
report
:))) dzięki W Wierny :))
report
czarodziejka slowa:))))))))))))))) piekny wiersz Marzenko
report
jak fajnie że Ci się spodobał :* :))))0
report
parada absurdów :) Zazdroszczę łatwości dobierania słów :)
report
:)))) dziękuję Małgosiu :)
report
Natare ma rację, magiczne
report
dzięki Kondziu :)
report