Zmiana sposobu prezentacji
o piękne moje
miękkie
rumiane jabłuszka
pomarańcze miłości
soczyste pełnią oddechu
kuszące mlecznym smakiem
nikomu niepotrzebne
jak ręce zapomnianej Wenus
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
tak chodziłam kiedyś do szkoły
nauczono mnie odróżniać
erotykę od miłości
truizm od retoryki
kultyzm od okultyzmu
debet od superaty
bywałam na wagarach
zapewne dlatego
nie znam się na ekonometrii
wciąż nie odróżniam
kwerendy od heurystyki
kultu od pietyzmu
chętnie zamienię
zaawansowany sarkazm
na leseferyzm
i odrobinę optymizmu
lekką ksenofobię na wiarę
że białe plus czarne
daje intensywną czerwień
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
Pamięci Zoi Sobolewskiej
z Fundacji „Dzieci Niczyje"
Nie mogła sobie przypomnieć, w jaki sposób się tu znalazła. Zaraz sobie przypomni. Czego chce od niej ten mężczyzna? Ach, poznaje, wszystko dobrze, przecież to ten miły pan, którego poznała na podwórku, gdy czekała na powrót mamy. Tylko czemu teraz ma taki nieprzyjemny głos? To pewnie przez to, że zasnęła. Zaraz mu to wyjaśni. Powie, że nie chciała. Zresztą nie spała chyba długo. Dlaczego ten miły pan jest teraz jakiś inny? Tak dziwnie oddycha. Inaczej się porusza. Jakoś tak... Już wie, powie mu, że się trochę boi. Troszeczkę. Bo przecież jest już duża. Tak zawsze mama mówiła. Tak. Duża. I odpowiedzialna.
Tak, to na pewno wszystko przez to, że zasnęła. Mama też kiedyś gniewała się na nią, gdy zasnęła zamknięta w mieszkaniu z kluczami w drzwiach. Gniewała się tylko troszeczkę, bo sąsiad wszedł przez balkon i otworzył drzwi, a mama obsypała ją pocałunkami, łkając i śmiejąc się jednocześnie. Jest duża. Musi, musi być samodzielna. Tak mówi mamusia. A ona mamusię kocha. Tatę też, ale tata odszedł. Nie widziała go już od średniaków. Tak, to już dwa, albo trzy lata. Nie bardzo już pamięta jak wygląda. Mama wyrzuciła jego zdjęcia. Jest tego pewna, bo kiedyś szukała we wszystkich pudełkach z fotografiami i niczego nie znalazła.
Teraz tata (...)
--- full text ---
wracam
do swojej samotności
ona mnie zna
ja ją
nie jest nam dobrze
ale razem jesteśmy
tak długo
można się
przyzwyczaić
cóż tak mi dano
trochę sama wzięłam
może zbyt zachłannie
z lęku
że wśród ludzi będzie
równie samotnie
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
rozpoczyna się
z wolna
umieranie
nie trzeba stać
po nie w kolejce
każdy swoje dostanie
śmierć jest cholernie
sprawiedliwa
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
chłód śmierci
przekuwamy
na milczące krzyże
zimne światło zniczy
oświetla
rozmodlone twarze
opadłe liście
przykrywają wspomnienia
wspólnych chwil
już niebyłych
zacierają ślady
naszego przywiązania
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
odlatujące ptaki
nie nastrajają najlepiej
beznamiętnie przypominają
o naszych porzuconych gniazdach
minionym czasie
ściągają tęsknoty
za niespełnionym
jesienne nostalgie
słotne depresje
nastrojów załamania
jesień
pora szukania nadziei
dla mijającego czasu
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
nie śmierci się boję
lecz umierania
w długie zimowe miesiące
samotności łóżka
oczekującego na ostatni oddech
słów uwięzłych w gardle
pożegnania
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
u ptaków
nieszczęście trwa tylko chwilę
wypuszczone na wolność
natychmiast śpiewają
dziękując Bogu
za szczęśliwy czas
nie rozpamiętują
nie rozpaczają
cieszą się
mogą rozwinąć skrzydła
nie znają pojęcia rozpaczy
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
odpędzamy
demony naszych snów
zrzucamy
niepokoje poranka
wciągamy
codzienne obowiązki
układamy grafik
najpilniejszych spraw
gonimy przystanki
naszych spóźnień
zaliczamy
zakorkowane autobusy
ścigamy
mijający dzień kolejny
©2011 C E Małgorzata Krupińska-Nowicka
