22 september 2011

poetry

lajana
lajana

Nie ma(my)

przesadzają się świty bliżej wyjścia
drzwi w każdej chwili może otworzyć wiatr
a ja słucham czy na zewnątrz nie pada
parasol się zgubił nigdy nie był wierny
jak myśli pogodne którym dobrze tylko na obrazku
 
co więcej nie pytam
nowe znajduję prosto z łupiny
nasze kasztany rodzą się kolejny raz
tylko ciebie nie ma
 
ktoś inny dotknie nie dotykając
usta jeszcze w piwoniach
czerwiec kocha się z lipcem
w listopadzie kradnę noc której nie było
później wydarza się wiele
tylko ciebie nie ma
 
bliżej wyjścia wpada światło
srebrnej pełni wypełniony szkielet
teraz widać więcej szkoda że nie wczoraj
kiedy zamknęliśmy okno od innej strony
rozdzieliła nas szyba
każdy świt oddala

Ania Ostrowska
22 september 2011 at 22:00

czytam bez dwóch ostatnich wersów

report

lajana
22 september 2011 at 22:09

Witaj Aniu, tak myślałam pisząc, że ta końcówka chyba za dużo, ale ja lubię dopowiedzieć, zakręcić do początku. ;-) Pozdrawiam!

report

Darek i Mania
22 september 2011 at 22:22

dla mnie ładnie :)

report

Istar
23 september 2011 at 08:16

z przyjemnością :)

report

lajana
26 september 2011 at 21:20

:-) Dziękuję ślicznie Istar i Dariuszu, ja tak zza ściany Bezczasu, a niech tylko staruszek Czas zgoli przydługie brodzisko, to już zajrzę i do Waszych. Pozdrawiam! :-)

report

X
23 october 2011 at 16:06

my poza nawiasem osiągający jasność równą lipcowym spotkaniom nieuleczonym dotykiem kochamy róże z imperialnym przepychem i czas tętni w płatkach trwalszych od pomników :)

report

lajana
23 october 2011 at 18:52

Masz rację QM "kochamy róże z imperialnym przepychem" - a gdzieś w tajemnicy tęsknimy do polnych bukietów...

report

An - Anna Awsiukiewicz
7 november 2011 at 07:25

Podoba mi się:)

report

lajana
7 november 2011 at 09:22

:-)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register