Zmiana sposobu prezentacji

samoprzylepnie

wysypiałam twój t-shirt. był ze mną 
za dnia karmiliśmy łabędzie. kochają tak 
że kiedy drugie pochłonie styks popełniają 
samotność. w sklepie 
 
z bielizną łaskotał kark a podskubywanie 
przypominało niesforne palce właściciela. przytulał się 
do piersi kiedy puszka ulicznego grajka zadźwięczała 
rozmienianym sumieniem. zaczęło smagać. biegliśmy 
 
pod nabrzmiałymi chmurami 
a on ujawniał przechodniom krągłości 
których nawet ty nie jesteś w stanie ukryć 
w dłoniach. po kąpieli 
 
wybierał balsam i padło żądanie 
obecności na poduszce. szwy drażniły zaułki 
którymi pozwalasz sobie przejazdem 
pobłądzić. parowanie zapachniało 
 
brzoskwinią a rozcieranie aż po 
gęsią skórkę śnieniem o mocowaniu 
na krawędzi zmysłów. podtrzymywałeś 
(...)

--- full text ---

cena marki

nie znoszę jej nie cierpię faktu 
że cię ma. rozporządza rozrusznikiem  
który powinien należeć do mnie. 
  
pomykasz mercem twoja ona audi 
a ja za wami tico. stać mnie na rovera 
ale są bezawaryjne i nie mogłabym liczyć 
że mnie popchniesz.
 

dziś prawdziwych wojaków już nie ma albo zaśpiew do ostatniej markietanki

świat się kręci wokół iglicy maleńka 
stokrotko polna - nie myśl sobie 
tylko uwierz a opowiem ci poligon 
 
visy chcą dorwać pierś ja rwę do ciebie 
wyrwanej wybranej i takiej nieświadomej 
że świat się kręci wokół iglicy 
 
i wokół bandaży żebyś wiedziała 
jak pachnie bohater - nie ma hełmu 
na małą główkę stokrotki polnej 
ale są artylerzyści 
 
bo poligon to nie fitness club 
chociaż się kręci alegoriami wokół iglicy 
- tu ciało sprężyste tam ciał cała armia 
wyposażona w myśli o polnym kwiatuszku 
 
co się wysiewa na linii zasieków 
i tak się kręci wokół iglicy 
że nawet konstruktor działa podziałał 
żeby działało działa kręcenie 
wokół iglicy - nawet w okopach 
(...)

--- full text ---

szeregowiec

był taki moment że ciągnęły się za mną bataliony 
chociaż nie pobudzałam werbli. były takie chwile 
ale szeregi same podnosiły larum. dla ciebie 
 
porzuciłam armię zdjęłam materię ze sztandaru
i zaszyłam się na tyłach. do dzisiaj
echo niesie odgłosy szturmów 
ale to nie ja wzniecałam bitwy. wojny wybuchają
i przestawiają rączym pióropuszom w lotkach. 
 

z tysiąca i jednej rozpaczy

jeśli z naszego drzewa pozostał popiół  
a iskrzenie można wpisać między bajki  
dlaczego wciąż czuję cię w sobie. upajasz się  
  
zaprzeczeniami że nie pomieszkiwaliśmy w tropikach. zamówiłeś zimny kontener  
na gorące albumy i krążki z koncertów. nie chcesz żebym była częścią duszy  
drżeniem ciała pikselem wpisanym w pamięć więc jakim cudem  
każdej nocy przynosisz pod okno garść ciem. gaszę światło  
  
bo lękam się oczu dookoła głowy. dręczy odwłok skorpiona  
który dzwoni o bruk. sen o tobie połyka wspomnienia  
pożera dobre wróżby i tu nie spotkasz żadnych krasnoludków 
a jednak bez ciebie jestem niczym  
  
baśń pozbawiona morału.

pętla

na katafalku
pusta skorupa. dokarmiała się osierdziem
z obwarzanka serc ale zeszła 
bez jednego.
 
otulona chochołem
wydmuszka po nosatym pajacu
- toastując żarłaczył i przyszło 
zadyndać na jelicie.
 
odpływanie z kokonu 
a turban niczym 
bandaż oplata resztki projekcji
o stu hurysach na które zabraknie
oboli. przez styks
 
prosto z mostu 
do łodzi jeszcze zdążyło wskoczyć
naiwne truchło sprasowane
tirem kuszone ostatnim uderzeniem 
wioseł.
 
wilgotny zmierzch 
(...)

--- full text ---

ku Ci pa pa

O poezyjo! 
orgii bogdanko ty mi co rano na mleczku warzysz 
kluseczki lane pyzy na skwarce ino nie grywasz mi na fujarce 
panno siodłata 
gęsio zaradna ty południami grzejesz kwaśnicę 
placek uprażysz gacie scerujesz 
ale nie dajesz chwycić za cyce 
damo z lisiczką 
a przed zachodem krówki odcedzisz dolejesz grzańca 
tylko podpłomyk nieco odstrasza i nogi puchną od skurczu w jajcach 
łanio aniele 
skarbie na skale czysta i sztywna jak te obrusy 
co je krochmalisz egzorcyzmami siarką odymiasz względem pokusy 
jesteś mi muzą 
ostaniesz weną pokłony rymem u stóp ci mnożę 
ale jak będziesz sztukę pierdolić to kwintesencję sąsiadce włożę! 
 
- Bolec Literat - 

Do podusi :)

za trzecią górą gdzieś w ciemnym lesie 
zamieszkał skrzacik co Jankiem zwie się 
kiedyś był drwalem siekierką machał 
chciał dom budować lecz zleciał z dachu 
  
mówiła sowa że spadł z wrażenia 
kiedy wypatrzył ów cud marzenie 
włosy anielskie twarz malowana 
myślał że nimfa no leśna dama 
  
lecz kiedy w oczy spojrzał dziewczynie 
coś nim szarpnęło i po drabinie 
runął jak długi wnet stał się mały 
czary prawdziwe no nie do wiary 
  
co miała w oczach ta białogłowa 
nie wie ni zając ni wilk ni sowa 
od tamtej pory stał się odludkiem 
kto by tam zechciał być z krasnoludkiem 
  
lecz nie wie Janek że w zagajniku 
jest mała norka po lisim smyku 
w niej pomieszkuje polna mysz szara 
(...)

--- full text ---

harfa albo o szarpaniu zmysłów

oczekujesz aż z ust popłynie lepka strużka. chcesz się sączyć 
przełykany do ostatniej drgawki. sięgasz po tytuł
najlepszego szermierza. sprawdziłam na własnej organice. miałam cię  
  
aż po skurcze posiadając pod piórem dosiadałam 
w słowach obracając lubieżnie oblizywałam się z ciebie. przyjdź  
pod moje okno z nagą szpadą. będę wyglądać cięcia  
w okolicy podbrzusza skoro nie zostało nic  
z profilowanych ostróg którymi jak nikt inny 
ujeżdżałeś nie ciało ale serce syreny. teraz oczekuję tylko rozognienia
przerywanego pchnięciami stalowego chłodu i wyhamowania tuż przed 
żeby po chwili przyspieszyć. mogę droczyć się 
 
między niestosownymi przygryzieniami języka. najbardziej rozchyla mnie 
pewność że pomimo jęków jednak nie przestaniesz. oczekuję wyciszenia 
zanim zdecydowanie dobijesz  
do ostatniego bastionu i zdążysz skłamać o febrze 
która dopada podobno nie tylko lędźwie. a teraz odsuń się 
 
chcę zapomnieć  
że byliśmy na oddech.

zdeklarowana

znam słowa które wywabiają spod ziemi 
parujące gejzery zwroty powodujące zawroty 
biegunów i potrafię dotykać 
w miejscu szwów żeby obracać 
najdelikatniejszymi atutami ale  
  
nie klękam

bocian

a kiedy zapragniesz powrócić ucieszy się zdezelowany komin 
na którym chrust oczekuje przywrócenia świetności. pamięta 
że tylko ty potrafiłeś tak wymościć gniazdo. wyglądając przez okno 
wietrzę pierze żebyś poczuł że jestem z tobą chociaż dzielą nas 
horyzonty. przesypuję przez palce puch wyobrażając sobie 
że to twoje włosy. poprawiam niesforny kosmyk 
pod którym w mimicznych zmarszczkach zapisane myśli. obiecaj 
że kiedy już zechcesz pobyć wyartykułujesz te najprostsze 
a złote zachowasz na kolejną rozłąkę. wiem o tobie więcej 
  
niż zeszłej wiosny i nie przeszkadza mi że nie przynosisz dzieci 
ani kolorowych snów o wspólnych tropikach.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register