Zmiana sposobu prezentacji

12 october 2011

prose

Marta Grzebuła
Marta Grzebuła

DOTYKAJĄC NIEBA

KINGA I KRZYSZTOF
Było letnie słoneczne południe, pierwsze dni lipca były wyjątkowo upalne, temperatury sięgały do prawie czterdziestu stopni w cieniu i nikt nawet nie zastanawiał się, ile może być w
słońcu. Wszyscy się tylko rozkoszowali pięknem i ciepłem lata. Fala gorąca wtapiała się w miasteczko, niczym płomień w świecę. Ulice wyglądały na wyludnione. Tylko gdzieniegdzie,
niezbyt szybkim krokiem, przechadzał się jakiś człowiek, który zdawać by się mogło, przemieszczał się po tych opustoszałych ulicach całkiem bez celu, kurczowo trzymając kolorową
bądź białą parasolkę, w nadziei, że ta uchroni go przed żarem lejącym się z nieba. Lub zwyczajnie miał na głowie białą czy jakąś inną kolorową czapkę, ale za to koniecznie z daszkiem, by ten
osłonił jego głowę i oczy przed tym niesłychanym żarem. Nie inaczej wyglądały dzieci. One też chronione przez różnego rodzaju, niekiedy bardzo wymyślne nakrycia głowy, wesoło podskakiwały u boku swoich rodziców, w tej niezbyt długiej drodze na plażę. Drzewa kładły majestatycznie cień na chodniki i ulice. Te, równie puste, co zacienione, pozostawały w oczekiwaniu na jakiś pojazd. Dachy domów w swojej czerwieni odbijały
intensywność promieni słońca. Widać było, jak w starciu z chłodniejszym powietrzem, unoszącym się tuż nad dachami, falowały drobinki pyłu i kurzu, które zostały uniesione z powierzchni nie tylko (...)

--- full text ---

12 october 2011

prose

Marta Grzebuła
Marta Grzebuła

EPIZOD NA DWA SERCA

PROLOG

Magdalena szykowała się do pracy. Miała jeszcze zrobić kanapki dla Adama, jej syna, gdy zadzwonił telefon. Sygnał uporczywie nakazywał, by podniosła słuchawkę. Cóż, więc miała robić? Podeszła do aparatu telefonicznego wiszącego na jednej ze ścian w kuchni i dość niecierpliwym głosem powiedziała:

- Tak, słucham?

Głos, który usłyszała, całkowicie wytrącił ją z równowagi. Była to ostatnia osoba na Ziemi, z którą chciałaby rozmawiać.

- Witam cię, Magdaleno - usłyszała głos Tomasza. - To ja... Poznajesz mnie? - powiedział jej były mąż.

- Nie musisz się przedstawiać. Twojego głosu nie zapomnę do przysłowiowej śmierci - powiedziała, prawie sycząc ze złości. Jednak po chwili postanowiła się opanować i już nieco spokojniejszym, wyważonym tonem spytała: - Czemu to zawdzięczam? A raczej: z jakiego powodu dzwonisz?

Była tak wciąż wytrącona z równowagi, że w jej wypowiedz wkradła się nieścisłość, ale mimo zdenerwowania postanowiła ze wszystkich sił dokonać mobilizacji. Opanować się, tylko po to, by nie dać Tomaszowi satysfakcji i nie uzmysłowić mu, że wciąż może, choćby poprzez swój głos, doprowadzić ją do takiego wzburzenia emocjonalnego. Już w czasach, kiedy byli małżeństwem, miał to opanowane do perfekcji, potrafił doprowadzić ją do wrzenia.
Mimo to ku swojemu zaskoczeniu usłyszała głos (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register