29 may 2010

Klucz

Klucz

Z dziedzińca Akademii wyszliśmy na Traugutta. Byłam uszczęśliwiona i jednocześnie zażenowana, bo chłopak miał obszarpany płaszcz i wytarte spodnie. Ale był kimś. Miał talent. Mieszkał na Mokotowie, w budzie, zupełnie sam, w pracowni będącej jednocześnie kuchnią, a więc warunki do uprawiania miłości niemal idealne.
Szliśmy Traugutta i czułam, że coś się dzieje i że będziemy się całować. Bez słów, w spontanicznym odruchu, a jednak, jak gdyby od dawna oczekiwanym, chociaż to wszystko stało się dość nagle. I tak, żeśmy się całowali na tej pustawej ulicy, w samym, jak by nie było, śródmieściu. Był już wieczór, jesienny wieczór, listopadowy chyba.
Decyzja, gdzie iść, zapadła zanim minęliśmy Kredytową jedyna, jaka mogła zapaść, bo przecież nie mieliśmy pieniędzy ani na kino, ani na kawiarnię. Mieszkaliśmy blisko siebie, a więc po prostu szliśmy. Ale decyzja zapadła - on wiedział, a ja przeczuwałam może, jak to powinno się skończyć.
Szliśmy piechotą. Któreś z nas widocznie chciało przedłużyć wędrówkę, bo zamiast wsiąść do tramwaju jadącego na Rakowiecką, przecięliśmy Aleje i dalej szliśmy Marszałkowską. Chciałam to odwlec? (może on?), bo obydwoje byliśmy zaniepokojeni. I podnieceni zapewne, tak jak bywają podnieceni ludzie na peronie. On niczego nie proponował, nie mówił „pójdziemy do mnie”, ale to, jak byliśmy blisko siebie, dotykając się przez nasze grube płaszcze, nie wymagało deklaracji. Ja godziłam się, a on wiedział, że ja się godzę, chociaż mówiłam o rzeczach obojętnych, o tym, co w domu, co z mamą i co na uczelni. On słuchał, owszem, trochę roztargniony. To się musiało stać, ale dlaczego tak nagle? Minęliśmy kościół Zbawiciela, jeszcze plac Unii i zbliżyliśmy się do Rakowieckiej. To tam była ta jego buda, ale daleko, na końcu. Gdybym zdecydowała się iść do domu, poszłabym dalej Puławską.
Skręciliśmy w Rakowiecką.
Spytałam:
- Gdzie my idziemy?
- Do mnie.
Objął mnie. Był stanowczy, a jednocześnie, jak gdyby, wystraszony trochę.
I wtedy, ni stąd, ni zowąd, postanowiłam mu powiedzieć. I powiedziałam, chociaż doprawdy nie wiem, jak się zdobyłam na to, w tych okolicznościach. Ale musiałam go uprzedzić. Powiedziałam mu, że ja nigdy jeszcze i że to pierwszy raz. Zdaje mi się, że był oszołomiony. Mijaliśmy więzienie i wtedy również zaczęłam się trochę bać. Nie tego, co miało się wkrótce stać, ale tego, czy temu sprostam, jak zdołam pokonać wstyd i czy odważę się rozebrać. Ale kiedyś to musiało się przecież stać i dobrze, że stanie się właśnie z nim. Pięknym, a jednocześnie nieatrakcyjnym chyba, w tym poszarpanym płaszczu. Byliśmy już blisko tego baraku-budy i mój niepokój narastał, ale i on chyba bał się. Zbliżając się do drzwi milczeliśmy obydwoje, dziwnie poważni, spięci.
Szukał klucza. Szukał w jednej kieszeni, potem w drugiej, potem coraz bardziej nerwowo, rozpiął płaszcz i szukał w kieszeniach spodni. Klucza nie było. Zostawił go na uczelni.. Byliśmy zawstydzeni. On zawiedziony chyba. Lecz ja raczej poczułam ulgę. Mój śmieszek nie był naturalny, jak gdyby nerwowy trochę, ale ja się śmiałam. Tego się nie spodziewał. To go dotknęło. Teraz, to ja byłam kimś, komu nie zależy. Nie zależy, żeby doświadczyć tego teraz, natychmiast? Może, kiedy indziej?
Przed budą było ciemno, więc nie widzieliśmy naszych twarzy. Pewno żałuje. Co tam. Musi mnie odprowadzić do domu.

Nazajutrz spotkaliśmy się na uczelni, jak dwoje ludzi, którym ktoś pozamieniał role. Byliśmy zakochani w sobie. Ale on był bardziej.


xxxx,  

a już myślałam że pokusi się Pani o spektakularną inicjację a tu... ;-))) Ale i tak czytało się świetnie. Ma Pani dar przekazywania emocji. Bomby emocji. Ukłony pełne szacunku. Czekam na tomik opowiadań o którym wspominała Pani w komentarzach pod "Puciszką" ;-)! Pozdrawiam!

report |

Wanda Szczypiorska,  

Bardzo doceniam Pani pochwałę. Tym bardziej, że sama odbieram swój styl jako nieporadnie kolokwialny. Ja pisząc słyszę, to co piszę i stąd zapewne te kolokwializmy. A potem następuje walka z kropkami i przecinkami. Raz tu, raz tam, na słuch. To opowiadanie jest poświęcone koledze, który umarł stosunkowo młodo w Hiszpanii, a był wielkim malarzem, a jednocześnie bezdomnym włóczęgą.

report |

Barbara Weise,  

Napisać, że to dobry tekst - to za mało. Pozwala Pani czytelnikowi - takiemu jak ja - na własną dobudowę cieni i półcieni emocji. Brakuje mi trochę w nim romantyzmu ( z czym sama przesadzam). Ździebełko uczuć, uchylenia rąbka drżeń serca... uczyniłoby to opowiadanie mniej sprawozdawczym. Przeczytałam je z zainteresowaniem uczennicy. Pozdrawiam :)

report |

xxxx,  

Czytała któraś z Pań "Madame" Antoniego Libery ? Bardzo polecam tę lekturę. To tak a'propo zainteresowania uczennicy ;-) Jeśli zaś chodzi o to, czy powiedzenie dobry tekst to mało czy dużo, to czysto indywidualne podejście. Ja podchodzę do tego tak. Jeśli coś mi się nie podoba nie umieszczam komentarza. Lepsze to, niż powiedzieć komuś, że pisze bzdury. Nie aspiruję do rangi krytyka i pewnie także nie umiem ocenić jak krytyk. Oceniam jako czytelnik i pozdrawiam obie Panie.

report |

Wanda Szczypiorska,  

Pani Barbaro. Cieszę sie, że się Pani nie gniewa za mój krytycyzm. Nigdy nie byłam belfrem, ale mam diabła za skórą i mówię, to co myślę, a milczę tylko wtedy, kiedy tekst jest nijaki (takich jest ogromna wiekszość)

report |

xxxx,  

Miła Pani Wando. Nie odbieram tego w ten sposób. Po prostu chylę się przed czymś, co sprawia mi przyjemność. Jest tym niewątpliwie czytanie. Myślę, że nawet jesli traktuje Pani swój styl w taki sposób, nie ma to dla mnie wydźwięku pejoratywnego. Ma to swój urok dlatego, że jest szczere, utkane z emocji. Pozdrawiam!

report |

Wanda Szczypiorska,  

Kochana Igraszko.odeszłam na chwile od komputera, bo dyskusje o literaturze podnosża u mnie cisnienie i musiałam przejść sie po ogrodzie. A właśnie pisałam do Pani że: Czytałam dużo o Madam, ale ona sama jeszcze mi w rece nie wpadła. Poszukam w bibliotekach w Otwocku. I jescze do pani Barbary, że jej kibicuję.

report |

Towarzysz ze strefy Ciszy,  

czasem sie nietypowi ludzie odnajduja w szarosci bezimiennych miast, moze i bez fanfar a... czasem bezimienne szare miasta odnajduja w sobie nietypowych ludzi... przy tym tekscie mozna dziwnym labiryntem mysli przejsc na druga strone... bardzo milo mi sie czytalo...

report |

Wanda Szczypiorska,  

Dzięki temu, że Pan zajrzał, ja też zajrzałam i poprawiłam trochę. Praca nad tekstem nie ma końca.

report |

qwerty1000,  

Hmm... Korci mnie, żeby powymądrzać się tutaj troszkę ale w język jednak się ugryzę. To musiał być jednak fragment twojego życia znaczący troszkę więcej niż... ...troszkę. Wrażliwą i romantyczną duszę musisz mieć a przy tym silny, zdeterminowany charakter. Podejrzewam że zawsze wiedziałaś czego chcesz od życia a nawet z dużym wyprzedzeniem próbowałaś sobie to życie planować... Ale wracając do tematu... Tak krótką i pozornie banalną historyjką, świetnie udało ci się poruszyć największą chyba sferę dotyczącą intymności ludzkiej jaką jest miłość. Po przeczytaniu tego tekstu zauważyłem, że nieświadomie zaczynam zaglądać w głąb własnej przeszłości próbując odnaleźć równie "przekornie-romantyczne" sytuacje. Zmusiłaś mnie trochę do refleksji co nie jest łatwe - i to tak "banalnym" tekstem. BRAWO! Osobiście uważam że nie jest to tekst dla każdego gdyż przez swoją powierzchowność właśnie, nie posiada on wystarczającej siły aby każdego zatrzymać i do owej refleksji nakłonić. Większość osób zapewne go po prostu pochłonie i poleci dalej nie zauważając nawet wspaniałej bomby emocjonalnej gotowej do wybuchu, którą twój tekst miał jedynie (niczym zapalnik) zdetonować. Być może takie miało być jego założenie, że miał dotrzeć do "co niektórych" a być może nie. Bez względu jednak na to czy postanowiłaś jedynie podzielić się wyrywkiem swojej przeszłości czy przekazać coś więcej, miła niespodzianka czeka kogoś kto odbierze twój "Klucz" w podobny do mnie sposób. Będzie nią refleksja niosąca slajd z własnej przeszłości. Slajd bardzo krótki i patrząc z perspektywy lat, być może nie istotny... ...ale za to jakże przyjemny. Pozdrawiam.

report |

Mirka Szychowiak,  

Po pierwsze: deja vu. Szok. Przeczytałam o sobie. Wszystko się zgadza! Nie mogę przestać czytać. Nie był za ładny i nie z Akademii, a z Uniwersytetu, ale to nieistotne. Reszta się zgadza. Łącznie z puentą. Nawiasem mówiąc - prześlicznie nieprzewidywalną:)

report |

Jarosław Trześniewski,  

Świetne opowiadanie. Samo życie. Czyta się smakowicie. A "Madame " Libery -polecam. :):)

report |

LadyC,  

Powaliło mnie ostatnie zdanie. To właśnie klucz do tego, żeby to on bardziej. :) Czyta się jednym tchem, ale nie sposób pobiec dalej, bo czyta się o sobie i myśli: skąd u licha autorka aż tyle wie? o mnie?

report |

Wanda Szczypiorska,  

Bardzo wszystkim dziękuję. Jestem co najmniej podniesiona ma duchu.

report |

Aleksander Selkirk,  

No i slusznie, Pani Wando, bo to opowiadanie w czolowce Pani tekstow. Jest i wzrastajace napiecie i jego ironiczne rozladowanie, jest magia w siermieznej rzeczywistosci (bo magia to kraina wyobrazni). Jak widzi Pani, skusila mnie Pani do opuszczenia wyspy, ale prosze dochowac dyskrecji, ja bardzo chce byc incognito.

report |

Nesca,  

Musialam przeczytac i to przeczytac na glos. Wysmienite, wysmakowane, niebanalne i ta koncowka,,, ogromnie mi sie podoba.

report |




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1