Zmiana sposobu prezentacji
To nie mój klimat,
wciąż zmarznięta nie umiem
zimy przebiec na skróty.
Kożuchem taty dogrzewam
w sobie małą chuligankę.
Pamiętam, że każdego
lata uprawiała na policzkowych
wyspach piegi, inaczej niż zastępy
bladych ciotek, koczujących w cieniu.
Nie bała się niczego.
Wszystko było ważne i rozpoznawalne.
Uciekało się przed złym, doganiało
trochę lepsze. Dzisiaj na wyspach,
w sztucznych stawach, hoduję ryby.
Rząd tymczasowy, jednoosobowy skład, ministerstwa
w garści. Idealnie. W poczekalni pusto, strach czekać.
Okopałam się poza strefą iks i patrzę. W oknie drgnęła
firanka – podglądasz swój naród, tych niewiernych.
Mnie jeszcze nie skreśliłeś, mam dodatkowe godziny,
by się określić – znaczy zmądrzeć.
Żaden sędzia nie uwierzy, że robisz to społecznie
i z obowiązku niszczysz wszystko, co dopiero
wzeszło. Nie przyjdę na rozprawę, nie złożę zeznań.
Dowody zabiorę, uchylę ci wyrok i zniknę.
Od razu postawię sprawę jasno, panie Kaszpirowski – to Wiktor zapłacił za wizytę, no i czeka za drzwiami, więc niech mnie pan rozmieści na kanapie i zaczyna te swoje czary mary. Widziałam kiedyś w jakimś wszawym serialu, na czym to polega i nie mam zamiaru udawać nawiedzonej czy coś w tym guście. Nigdy w życiu.
Powinnaś poddać się psychoanalizie, myszko. Ta zmiana nastrojów mnie przeraża. Jesteś już dużą dziewczynką, a tu znów kolejne miśki na urodziny! Twój Wiktor cię kocha, chodź na kolanka, wysmarkamy nosek i ściągniemy te szelki z Bolkiem i Lolkiem.
Może by mnie pan uśpił na godzinę, taka jestem senna. Nie, nie, to nie to, o czym pan myśli – po prostu pisałam w nocy bajki i jestem zmęczona. Wie pan, ja jestem podziemna bajkopiska. Gdyby on to zobaczył, miałabym przerąbane; i tak mówi wszystkim, że jestem kobietę s p e c j a l n e j troski. Nie będzie spania? Szkoda. Tak, miewam sny. Jak już zasnę, to pewnie, że mam. O, nie, nie opowiem, żadnych takich, proszę księdza.
Wiesz Wicieńku, śniły mi się dwie młode zakonnice. Biegły o świcie brzegiem morza na bosaka. Śmiały się i machały sandałami, normalnie Fellini. Ślepy Cygan grał na skrzypcach po węgiersku, a ja tańczyłam w morzu, zanurzona po pas.
Panie doktorze, Wiktor mówi, ze moje sny też są jakieś cofnięte. A pan lubi bajki? Oj, to dobrze. Taki mężczyna, to rozumiem. (...)
--- full text ---
Choć raz zachowaj się jak człowiek,
kiedy o tobie piszę. Przecież ktoś to
przeczyta i znowu najem się wstydu.
Policz do trzech, zanim coś powiesz,
a ja ze wszystkim zdążę.
Przy tym starym, po babci stole,
nie wypada się kłócić; nawet herbata
nie pozwala się nerwowo siorbać,
a po przyjacielsku trochę szczypie
w język, czego i sobie życzmy, bo
nie jesteśmy stronami w sprawie.
Ten stół, to dobry pomysł. Dlatego
nigdy nie chciałam go sprzedać
i nigdy ciebie zranić.
Przychodzi bez zapowiedzi, żadnych znaków,
przyczyny. Powiedzmy – budzę się,
noc bez zobowiązań, sen przyrodniczy.
Ledwo oko zaczyna łykać światło,
a już myślę – o czym tu dzisiaj popłakać?
I wszystko będzie się tak smarkać
do wieczora.
W tym stanie, mogę najwyżej wzmacniać
ceremonie pogrzebowe albo wchodzić w duo
lamento, ze świeżo rozwiedzioną sąsiadką.
W takie spuchnięte dni, lepiej nie wypływać
na szerokie wody. Kiedy przestanę padać,
poczekam na słońce.
Chciało się czegoś i dotąd tak było,
że miało się natychmiast. Szybko
skreślała wszystko, na co się czeka.
Bycie bez podpunktów, spacerkiem,
na skróty. Równorzędne, proste. Kropka.
Harmonia była jak za wąska suknia,
w którą się wciskała, aż trzasnął
zamek i pociągnął ostrym końcem
po starannie zaprasowanym rytmie.
No i urządziła sobie rozpiździaj stulecia,
rewizję osobistą bez nakazu z zewnątrz.
Wtedy on się zjawił, jak wielki minus;
chciał coś z nią pokonać, powalczyć
o więcej, niż dotąd potrafił. Myślał,
że to ją poderwie, ale tylko pękła.
Blizny będą potem, trzeba na nie czekać.
Nie mam do ciebie głowy.
Jak pójdźka – szukam miejsc, które opuścił
człowiek. Wyżywam się na gruzach, lepię dołek
tam, gdzie dawniej stał komin. Ciepło, cieplej
ptakom uchodźcom. Przefujarzyłeś mnie lekką ręką.
Pójdźki nie lubią nieproszonych gości. Zanim
zaczną latać na krzyż, muszą się wyhuczeć.
La triste avenu z kąta w kąt. Lepiej stąd uciekaj,
tutaj kamienie lecą ludziom na głowy.
W końcu zeszła lawina, zgarnęła wszystko,
co stało na drodze, tylko on podniósł się
bez słowa i nawet się nie zachwiał, jebaniutki.
Moi Mali i Więksi Przyjaciele
To jest list do każdego z Was. Do chłopców i dziewczynek, także tych dorosłych – nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Na pewno myślicie – kto napisał ten list? Ktoś, kogo znamy? Przyznam się od razu – tylko ja Was znam, przynajmniej na razie jest to znajomość jednostronna, ale jestem pewna, że wkrótce to się zmieni i nie tylko się poznamy, ale będziemy przyjaciółmi.
Stanie się to za sprawą Ogrodu, który zbudowałam ze słów. Do Ogrodu, czyli Zielonego Domu - udało mi się zaprosić niezwykle istoty, które możecie poznać, kiedy tylko zechcecie. Wystarczy tylko zamknąć oczy, potem wejść cichutko do środka i gdzieś z ukrycia podglądać, podsłuchiwać, jak żyją mieszkańcy tego miejsca. Ich znacie na pewno, bo mijacie się niemal codziennie. Tylko do tej pory nie wiedzieliście, że mieszkają w mojej bajce, w Waszej bajce.Podam na koniec sekretne hasło, dzięki któremu łatwo dostaniecie się do Ogrodu – brzmi ono: Radość.
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do mojej bajki
Mała Przyjaciółka Ogrodu
KLUCZ
Nie mogę dziś doczekać się Wojtka - pomyślał Kamień - (...)
--- full text ---
To wciąż tylko ziemia.
Mocno trzyma mnie w garści.
Tutaj masz wszystko.
Niech coś mnie stąd wystrzeli,
zamieni stan nieważności
w nieważkość. Może w tej próżni
gęściej i wyżej wschodzą słowa,
może każde jest pierwsze?
To byłaby krótka podróż. Nazbierać,
wrócić i rozdać wam wszystko.
Nareszcie masz spokój.
Docierają tylko dźwięki,
które nie kaleczą.
Gorączka zagroziła tkankom,
ale każda może się odrodzić.
Nie było dobrze.
Ostry nieżyt dróg życiowych
nie doczekał się rozpoznania,
ale dałaś radę – z tego, co drążyło
tunel w głowie, zrobiłaś odtrutkę.
Daję ci za nią małego nobla.
Przyprowadzę tu innych, tych
nieposkręcanych, ogłuszonych,
co chrupią tabletki na spokój
jak dropsy. Wszystko im opowiedz.
