Dada?

Żyć bez odpowiedzi, a może nawet i pytania. Przynajmniej o poranku. Wstaw krótki opis - jakieś kolory, słowo “światło”, coś o katharsis, może o kawie albo słowo “drzewa”. Więc umrze się to się umrze, nie umrze się to się nie umrze. W tekstach kanonicznych Piękno, zdaje się, występuje niedaleko śmierci. Albo to jakieś moje - wdrukowane a’priori -, a może pamięć usiłowań niejako romantycznych. Jak powiedziałem - buddyści mają umysł i ciało, a ja - tragizm i intelektualizację. Nazywam to Karmelem, bo czemu nie?

Ze świeżych tekstów bije nieświeżość. Nie ze wszystkich, rzecz jasna. Twórczość jest może rzeczą kruchą, więc po cóż wspominać o intelektualnym i stylistycznym brzuchomówstwie. Nareszcie, wydaje się, i tak nie ma nic nie - pożyczonego. Sęk w tym, żeby wywołać w sobie schizofrenię, jak Dawid, albo jak Rimbaud. Przepleść styl anarchisty ze sformułowaniami wyjętymi z czternastowiecznych instruktaży dla kaznodziejów. Bycie stukniętym, jak pokazuje empiria, również nie wystarcza. Spędzić trochę czasu nad logiką,

może historią Bauhausu, dowiedzieć się, jak ewolucja techniczna doprowadziła do powstania monitora ciekłokrystalicznego. Robić sobie, jak to ktoś określił, jogę dla umysłu. Wtedy się pisze tak jak ja, czyli nawet nieźle, a przynajmniej świeżo, a przynajmiej tak mi się wydaje. Mówię o tym tekście, bo nie wszystkie trzymają jego poziom. Z resztą, być może za pół godziny stwierdzę, że ten też nie trzyma poziomu. Ostatecznie, wydaje się, jest o niczym.

II

Poranek, kawa, lekkość. Umrze się to się umrze, nie umrze się to się nie umrzę. Żyć bez odpowiedzi, a nawet i pytania. Nawet nie konceptualizować tego jako dadaizm. Być trochę zblazowanym. Ale może za pół godziny sobie pomedytuję, albo się nawrócę, bo czemu nie, albo to, albo tamto. Who cares?

Zadra pojawiła się na kruchej tafli mojego spokoju, ktoś powiedział coś nie tak, zachciało mi się płakać a jednocześnie poczułem chęć mordu. Może jestem opętany. Och, jak to powiedział Koleś z filmu braci Coen, to tylko, tak jakby, twoje zdanie. Teraz będę się starał okazywać wszystkim wyższość i lekceważenie.

Ale za pół godziny przejdzie. Próbuję dostroić się do siebie. Po co? Bo nie ma nic innego do roboty. I tak nie ma nic do roboty. Ludzie wierzący jak czegoś nie rozumieją to się boją, i myślą, że ten lek to diabelska napaść. Nie kojarzy mi się to z moim, jak ja to nazywam, Karmelem.

Mógłbym modlić się za świat, gdybym wiedział, że to coś zmienia.

III

Och, liberalna demokracjo. To ty uświadomiłaś nam, że życie jest RPGiem bez fabuły. Świat być może nie - z racji ludzkich fanaberii - ale Niebo - stało się pustynią. Mamy jeszcze eksplorację i samorozwój. Tak, wszyscy chcemy być wielcy, wszyscy chcemy być Ericami Satie, mam na myśli, siebie. Ale jest się zblazowanym, dużo rzeczy jest bez sensu. Trzeba sobie opracowywać dietę, na spotkania zabierać kilka cukierków i powiedzonek, mieć w zanadrzu coś z RPG, jakąś szkatułkę, czy jakiś krążek, medytować nad czymś żeby o tym zapomnieć, a kiedy pojawią się barwne i strzeliste fajerwerki słomianego zapału, myśleć na przykład o Kieślowskim. Myślę o Kieślowskim i myślę, czym świat był by beze mnie. Mamy oczywiście homeostazę.

IV

Nie muszę tego robić, wystarczy, że umiem to zrobić.

Człowiek jest do pewnego stopnia marionetką - tego, z czym się styka. Można być marionetką strukturalizmu, można być marionetką Freuda, jeśli ktoś rozumie, co chcę przez to powiedzieć. Przez strukturalizm - tzw. wspólnotę, przez Freuda - fetyszyzm terapeutyczny. Niektórzy mówią, że poza tym nie ma nic. Inni - że jest wyobraźnia, i nazywają ją jaźnią. Dla niektórych jest jeszcze jakiś wewnętrzny diament, coś głębszego, niezniszczalnego. Nigdy tam nie dotarłem.

Czasami coś przemawia do mnie, kiedy palę ćmika za ćmikiem na przedmieściach. Przemawiają do mnie twarze, i, jak to ktoś napisał, mam poczucie metafizycznego skandalu kiedy myślę o tym, że one znikają. Where do we go from here? Dla metafizyka rzeczy są po to, żeby były. Dzisiaj myślą w ten sposób raczej hedoniści, pozostali są, czy tego chcą, czy nie, kantystami. Obowiązek - taki, śmaki, owaki, mądry czy głupi, gęsiowaty czy kurzy czy jaki chcecie. Ale dla metafizyka i hedonisty rzeczy są po to, żeby były.

Tak mi się wydaje. Jest w tym coś absurdalnego. Gdyby nie akcja, nie byłoby reakcji. I tak to się nabudowuje z roku na rok i staje coraz bardziej zagmatwane, zgodnie, żeby zabłyszczeć, z drugą zasadą termodynamiki. Z pewnego punktu widzenia o nic w tym nie chodzi.

Czas - trudno powiedzieć, po co płynie.

Na chwilę mogę się z niego wydostać. Ale później znów napotkam na coś małostkowego. W pewnym sensie człowieczeństwo samo ma swój nieutracalny pierwiastek małostkowości. Już żywić się jest małostkowością. Chcieć być Satiem jest małostkowością, choć co innego - słuchać Satiego. Tylko kamień, być może, nie jest małostkowy.

Weronika
18 april 2026 at 11:35

Mam już prawie pięćdziesiąt lat, a wciąż nic nie widzę.

report

Sorrowhead (ex Cheval)
18 april 2026 at 16:31

Wyszło przegadane, miało być bardziej muzyczne.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register