Dobra spowiedż z całowania pod kranem
Się zabrania wypuszczać dłonie
Głębiej pod ubranie
Pod kontrolą zmysłów
Napychają się okruchami przekleństw
Nie pluję się na pomarszczone prześcieradło
Karmione opowieściami dzieciństwa
Miłości obietnice kwaśne
Grzech sumiennie puchnie
Nawet śmiesznie poczęty
Walcz o bezpłodność nieba
Nieplanowane ciążenie dzieci
Spadających jak gorączka
spowiadany nerwowo
Coraz szybciej rośnie sumienie zjadliwe
Więcej nie chce pamiętać
Ale żałuję
Forma może kole w oczy, za to wszystko inne - genialne. Podoba mi się twój agresywny styl pisania. Pozdrawiam serdecznie.
report
Masz rację Ustinjo, ze zwróciłaś uwagę na ten utwór. Coś w sobie ma. Nie lubię wulgaryzmów, nie lubię agresji. Marcin pisze o przekleństwach, sam ich jednak tu nie używa, jakaś przemożny protest, nie godzenie się ze światem jest pokazany w sposób na tyle wiarygodny, że to kupuję.
report
dziękuje ;)
report
Rozstrzał wersyfikacji bardzo nadwyręża uwagę. Tekst wart 'zestrzelenia' w całość. Jest coś w tym niepokoju. Bez wątpienia. Jest coś.
report