niebo smakuje miękkość traw
granatowe żuki pukają do drzwi
aby zdążyć przed deszczem
nakrywam stół z nadzieją że
nie tylko myślą a słowem
dreszcze wspomnień wrócą na ciężkie powieki
kolejny poranek jak efemeryda
zamiata skrywane rozkosze
stukot czarnoskrzydłych wron zapowiada dzień
obok budzi sie miasto
trochę bluesa i porannej kawy
aby dotrwać do kolejnej samotnej nocy
odpowiednio nastrojone skrzypce, toteż koncert udany:) od razu ma się ochotę dołączyć i wspólnie wypić kawę:)
report
Specjalnie się zalogowałam… Bardzo, bardzo mi się podoba. Pięknie zbudowałeś klimat! I co najważniejsze - osiągnąłeś efekt bez nadmuchania wiersza dziwacznymi metaforami. Od ich nadmiaru dostaję ostatnio czkawki :))) Mam nadzieję, że jeszcze coś Twojego poczytam :)
report
podoba mi się, bardzo!
report
niemżliwe żeby samotnej
report