Zmiana sposobu prezentacji
wody potokiem spłynąć ze szczytu
zakwitnąć wiosną
pochwycić w dłonie wilgotność świtu
jasność radosną
i ze źdźbeł trawy uzbierać krużę
ożywczej rosy
puls ziemi poczuć po mokrej trawie
wędrując bosym
przytulić mocno do własnej piersi
brzozę pochyłą
zjeść garść poziomek i przetrzeć oczy
flora jest siłą
obiecana, stara rymowanka :)
świat jak rybie skrzela
w gazetach czarno
psy śmierdzą krwią
na łące pod domem chłopiec
puszcza czarne latawce
rozścieliłam na stole białe prześcieradło
zapaliłam świecę
biała msza kontra czarne miasto
na środku położyłam opowiadania
(nie powiem czyje)
otworzyłam w zaznaczonym miejscu
i wybuchnęłam śmiechem
oto humor pożywny jak pumpernikiel
będę go trzymać aż zbieleją opuszki
(...)
--- full text ---
przecieram okulary
pod palcami sztywność
może litery same znajdą sens
kiedy pęcznieją słowa
zdaje się dojrzewać soczystość świeżych zgłosek
drżę z obawy że to krążą pod sufitem
ostatnie opętańcze frazy które już czyjeś są
albo siódmej próby złote myśli
wypełniona po brzegi cierpliwie zaklinam
to na nic
chcę do ciebie
na kochaniu się znam
przychodzisz nocą
masz jak dawniej jasnoniebieskie oczy
umiejętność widzenia wszystkiego co ważne
sugerujesz jajecznicę papierosa
przecież od dawna nie palisz
dziś zostawiłam zapalone światło
napraw gniazdko zmień uszczelki
zajmij czymś ręce
gdy zimne czuwają we mnie
trudno iść w stronę przeciwną do światła
może w poprzednim wcieleniu byłam drzewem
splatałam włókno z twardym słowem
kruszał ból wpisany pod skórę
źrenice zarastały od wewnątrz
dziś jakby łatwiej nakreślić cień na piasku
oblec w zakrzywione ostrze absolutu
kawałek nocy wbity w okno udaje niebo
można nawet rzucić Koheletem
byle nie wdeptać się w codzienną śmieszność
a to link do grafiki, po obejrzeniu której powstał ten tekst
http://www.mymodernmet.com/profiles/blogs/mind-melting-photo
na kościstych kolanach ojca sukienka
w żółto niebieską kratę i dwie kokardy
drobne rączki oplatają szyję. usta
rozchylone z wrażenia. czubek języka
dotyka górnej wargi a tajemniczość
szeptem opowiadanej bajki rozświetla
twarz i nabłyszcza oczy. tam stukot kopyt
białego konia z blond grzywą zmieniający
się w delikatny galop. już słychać rżenie
serce bije szybciej. łezka na policzku
dlaczego konik przychodzi tylko nocą
z szuflady
- wklejony do grafiki karli38 - secret
zapach gotowanego mleka przywołał wspomnienie
kawy zbożowej. chleba (pieczonego raz w tygodniu)
świeżego masła i białego sera który nigdy
się nie kruszył. zobaczyłam siebie wśród czereśniowych
gałęzi roztrzepującą warkocze misternie
splecione przez zwinne palce matki. powędrowałam
grządkami między koprem a marchewką (najsmaczniejszą
po wytarciu o spodnie) spacerowałam boso po
wilgotnej trawie. w pobliskim stawie łapałam ryby
płynące na tarło. zostałabym dłużej gdyby nie
dobiegający głos - mamo co jest dziś na śniadanie
http://www.tekstowo.pl/piosenka,normalsi,do_stracenia.html
Wyjąłem scyzoryk i zacząłem obierać jabłko.
- Jest idealne, bo nie jest doskonałe.
Pomyślałem.
Między pierwszym a drugim siekaczem z prawej strony, miałem w ustach źdźbło jakiejś słomy. Żułem ją sobie ustawicznie i zupełnie nie wiedzieć czemu, sprawiało mi to ogromną przyjemność.
- Sporo się do tej gęby sprowadza.
Zadumałem się na moment.
- Ładna ta łąka. Taka… pachnąca.
Chabry, rumianki, czerwony mak, łubin i oset.
Oset wprawdzie trochę kłuje jak go dotknąć, ale róża też. Czy ktoś ma do róży pretensje, że kłuje?
- Nie chciałbym go poznać.
Gdzieś daleko w tęczy migocze nieśmiało pagórek. Chociaż może to już wzgórze,
kto to wie.
- Ja nie mam pojęcia.
- Ja też nie, pójdziemy to sprawdzić?
Tak, nie, tak, nie, nie wiem…
- Podrzesz sobie spódniczkę. I pokłujesz nogi, a masz naprawdę ładne nogi.
Ciekawe co odpowie.
- Daj kawałek, wygląda soczyście. Albo nie, daj mi całe a sam obierz sobie następne. No już, nie daj się prosić! Trzeba zobaczyć co jest za tym wzgórzem.
- Daj już spokój, to kawał drogi stąd.
Jej dłoń w mojej dłoni, jest ciepła i drobna. Ciekawe, jak wyglądają te motyle w moim brzuchu i czy są piękniejsze niż te, które siadają na jej jasnych włosach. Chyba nie. W moim brzuchu jest tylko kawałek jabłka. Zresztą, nie wiem.
- Kto pierwszy na górze, ten (...)
--- full text ---
rok osiemdziesiąty nie był dobrym rokiem
śnieżna i mroźna zima
kłopoty z dojściem do szkoły
w taki dzień
usłyszała
ej ty matka ci umarła
dyrektor zwolnił z reszty zajęć
trzy kilometry w śnieżycy zaspach po kolana
nic nie czuła
jedynie nieuchronny koniec dzieciństwa
dwa lata temu pozwoliła ustroić świeżą choinkę
zapach świerku był nie do zniesienia
Gdyby to był mój ostatni dzień
Z podziękowaniami dla Michela de Montaigne’a, Francisa Bacona i Starożytnych.
„Jeśli byłoby to dzisiaj, pewnie zapaliłbym fajkę i uśmiechnął się w przeszłość…”.
„Poszłabym do kościoła, prosić Najświętszą Panienkę o wstawiennictwo, a co żeś Pan myślał?”.
„Dzisiaj? Hm… nie wiem, pewnie zadzwoniłabym do niego i powiedziała mu, że był najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się w życiu…”.
„We wtorek? Panie, ja mam we wtorek kupę pracy, nie mam dziś czasu na umieranie!”.
Przy odpowiednio wysokiej wydajności, przez osiem godzin regularnej pracy usłyszałbym tego dnia indywidualne głosy tysiąca sześciuset dusz, a każda z nich śpiewałaby swoją własną historię.
Sto różnych odpowiedzi w 30 minut.
Byli tacy, którzy zbywali mnie śmiechem, a ja przez chwilę zazdrościłem im tej domniemanej nieśmiertelności, która wybrzmiewała tubalnie majestatem ich plica vocalis. Byli też tacy, którzy z rozbrajającą szczerością odpowiadali bolesnym i lakonicznym: „nie mam pojęcia”. I może rzeczywiście nie była to postawa szczególnie oryginalna, ale odwagi odmówić jej nie sposób.
Głupoty?
Prawdopodobnie, ale ostateczny werdykt pozostawiam osobom bardziej kompetentnym.
Życie jako suma niespodzianek (...)
--- full text ---
