od kamieni uczę się uległości, albo, że spadające gwiazdy nigdy nie dotkną ziemi, dlatego wolno im nie zbliżać się do końca świata. każdy, ale nie wszyscy, sięgamy doznań przytulności. dom, w którym byłem rekwizytem rodziny dawno już spłonął, ogień rozprzestrzenił się we mnie. nadal czuję to ciepło, gryzące płomienie, szczególnie w zaciśniętych pięściach. matka przyniosła mi wodę i stała w progu, nie mając siły dokończyć. kiedy dramat wymagał ofiar, zawsze pchałem się przed nią, zostawiając dziecku okruchy, a sam wyjadałem śmierci z garści. domniemuję jej niewinności. ślepa i głucha przez te wszystkie domy, które płonęły na jej oczach i krzyki z nieszczęść. liznę jeszcze dni i nocy, nie musi smakować żaden o tej porze. dobija nas, że możemy wiedzieć, ale niekoniecznie szukać odpowiedzi. zadałem pytanie i ciągle mnie trawi, przez głupotę. bo kto pyta, oczywiście, że zbłądzi.
nawet, gdy pytanie nie ma formy pytania..
zgłoś
też nie mam formy
zgłoś
teraz modne silikonowe..
zgłoś
gdzieś kiedyś zasłyszałem każdy kamień ma świadomość, w przeciwnym razie by nie istniał.. najłatwiej zdać sobie z tego sprawię gdy przeszkadza w bucie, albo jak się człowiek jebnie w taki większy kamień tym najmniejszym palcem stopy..
zgłoś
przecie pukam do drzwi kamienia..
zgłoś
wiem, mam świadomość kamienia
zgłoś
czy kamien ma..
zgłoś
mam
zgłoś