malinowo mleczne poranki
nie wzbudzają już tkliwości ni rozmarzenia
myśli stabilne jakby mniej ulotne
a skotłowana pościel nad ranem odarta z namiętności
nie zagrzebuję się pod pierzyną by przedłużyć ciągłość poranka
zrywam się z nastaniem słońca wyglądam przez lukarny
boleśnie zagryzam wargi wspominając ostatni wieczór
przed twoim odejściem.
gdziekolwiek jesteś wierzę że to tylko sen
przywołany lotem pszczół na sekundę przed przebudzeniem
jak na obrazie salvadora. twoim ulubionym.
bo i zniknąłeś nagle tak
a może to abstrakcja kolejny nurt w sztuce
co zgłębię ze starych pożółkłych ksiąg
i przedstawię eksperymentalne płótno słowem
jak zawsze gdy nie potrafię utrzymać pędzla
najadłszy się granatu owocem.
dużo chwastów zasiałaś, herbicydy by trzeba ? najbardziej rażą: lukarny, bo trzeba niemałej ekwilibrystyki, by przez nie wyglądać i żżółkniałe, jakby nie mogły być pożółkłe; mam nadzieję, ze obrazu z sobą nie zabrał? ; hey, VD
zgłoś
doskonale wiem gdzie znajdują się lukarny, i raczej miałam wizję, że pomieszczenie znajduje się wysoko pod dachem - swoiste poddasze. Masz rację, pożółkłe lepiej by wyglądało.
zgłoś
a obraz ? obraz ważny est :) hey, VD
zgłoś
obrazu ze sobą nie zabrał, nie jest zresztą powiedziane, że posiadał go, a ze lubił po prostu. ;-)
zgłoś
dwa razy zniknięcie? synonimów zabrakło? wiersz dobry
zgłoś
racja, umknęło mi to.
zgłoś