dintojra
WSZYSTKIE PRACE Poezja (66) Proza (4) Dziennik (2) Fotografia (21)
O autorze Znajomi (1)

Zmiana sposobu prezentacji

29 stycznia 2016

proza

dintojra
dintojra

Krótkie zdania, długie myśli


Myśli. Burzliwe, kłębiące się myśli. Te najbardziej nienazwane dopadają nocą. Chcą zostać zapisane, ale ona nigdy nie ma dość samodyscypliny, by wstać i je nazwać. Myśli, mówiące, że bycie dobrym człowiekiem nie jest wystarczającym powodem, aby być razem tak naprawdę. Bycie dobrym człowiekiem znacznie utrudnia sytuację. Nie można tak po prostu odejść. Jej przeznaczeniem jest wędrówka. Wieczna wędrówka przez życie, bez stałych punktów zaczepienia. Bez bagażu. Nie chce utonąć w powodzi przedmiotów, dlatego jedynym bagażem będą myśli. Narastający zbiór myśli z całego życia. Za dużo myśli. Może stąd wynika jej problem z komunikowaniem się. W zasadzie komunikaty wydaje jasne, problemem jest rozmowa. Ona chce rozmawiać tylko o czymś. Myśli dają wyraźnie do zrozumienia, że może się skompromitować mówiąc coś, co wszyscy już wiedzą. Według niej powinni wiedzieć. Dziwi się, gdy nie wiedzą tego, co ona. Wydaje się im, że jest lepsza od nich, bo wie. Ona tak naprawdę boi się, że któregoś dnia nie będzie miała nic do powiedzenia. Oszczędza słowa. Może kiedyś przyjdzie taki czas, że powie już wszystko. Boi się pytania o to, co u niej. Będzie musiała powiedzieć, że nic nowego, ponad zwyczajowe kolekcjonowanie myśli. Obserwacja. Gdyby tyle nie myślała, z pewnością byłaby ciekawszym rozmówcą. Myśli, że mówiąc mniej, na pewno będzie słuchana. On poza tym, że był dobrym człowiekiem, (...)

--- cały tekst ---

15 listopada 2012

proza

dintojra
dintojra

każda paranoja ma racjonalne podłoże

Mam lęk wysokości i nieskoordynowane ruchy. Ojciec zawsze podśmiewał się ze mnie. Lekcje wychowania fizycznego w podstawówce budziły strach, w średniej już nie ćwiczyłam. Naprawdę potrafiłam postawić się w sytuacji tych, co łzy lali przed każdą lekcją matematyki, katowani przed tablicą. Ojciec zapisał mnie na gimnastykę, matka na balet. Ciotka miała szkółkę jeździecką, więc i tam byłam. Miałam dodatkowo pływać, ale bałam się oderwać stopy od twardego podłoża.

Co wieczór ojciec okładał moje plecy kijem, solidnym dębowym. Żebym była nienagannie prosta. Gdy się rozpiłam, nie zauważyli. lepiej wtedy znosiłam balet i gimnastykę też. Napięcie i stres zniknęły.

Raz nie dojechałam na trening, sama nie wiem dokąd zawędrowałam. To była jaskinia, wielopoziomowa. Mnóstwo ludzi. Arabowie. Boję się tak Turków, jak i Arabów. Mają takie przerażające oczy i mowę. Chociaż całkiem przystojni. Musiałam lawirować po kondygnacjach, połączonych sznurowymi drabinkami. A tak boję się utraty podłoża pod stopami.

Lęk, przerażenie. Rybna, klejąca masa zalewa wszystko. muszę wziąć prysznic, czuję niesmak przed obskurnymi natryskami. Przecież nie mam klapek, a co dopiero ręcznika. Krzyczę, że aż łzy płyną po policzkach. Ściany się kruszą. Skonfudowany ojciec przestaje mnie okładać drągiem.

Jesteś chora, może lepiej nie idź dziś na trening.

15 listopada 2012

proza

dintojra
dintojra

kartka z rodzinnego albumu

Jean Paul Gaultier - classique. Dla mnie żaden klasyk, pospolita wyperfumowana pudernica na nowojorskich ulicach, trzydzieści lat wstecz. Nawet bym go zniosła, gdybym wdychała właśnie tam. Mogło tak być, jedna z wielu straconych szans. Lepiej było zostać w piekielnym grajdole. Bo najważniejsze jest wykształcenie. Jednak mnie tęskno za bywaniem w świecie, za komunistycznym snem o Ameryce, synonimie luksusu. Mógł się spełnić. Przełykam i przetrawiam gorycz za rodzinne błędy. Nawet na zdjęciu nie wyglądaliśmy dobrze. Przygaszone oczy i zęby zaciśnięte jak u rozsierdzonego mopsa. Doskonale mi wychodzi dieta bogata w gorzki posmak rozczarowań. Pomału zaczyna już mdlić, nie tylko od Classique, przywożonego hurtowo przez dziadka dla żony i sióstr. Zapach dzieciństwa powinno wspominać się miło, tak mówią.
Mam nadzieję, że bezmyślność rodu i moja gorycz, nie zaprowadzą do zbrodni. Staram się być rozsądna. Nawet już nie piję, choć mam szaleńczą ochotę.

14 listopada 2012

proza

dintojra
dintojra

nie każdy piołun można osłodzić miodem

Stała się kobietą, jaką zawsze chciała być. Wzbudzającą pożądanie, rozsmakowaną w markach z górnej półki, pachnącą wytwornymi perfumami, w gustownie dobranych strojach. Uzależnioną od kawy, dżinu i papierosów, a zarazem oczytaną i inteligentną. Biegle poruszającą się po tematach z róznorodnych dziedzin.

Wtedy wyprowadziła się od toksycznej rodziny, rezydującej w okopconym budynku, pilnowanym przez wychudzone psy, przypominające już raczej hieny. Psy, karmione jej przyjaciółmi z dzieciństwa, których nie akceptowała matka. Matka, tolerująca tylko samą siebie, każde kolejne dziecko, wraz z łożyskiem, oddawała psom, zachowując tradycję jednego potomka. Podwórko zasłane szczątkami maleńkich rączek, nóżek i główek, zaprowadziło męża matki na skraj szaleństwa. Wyskoczył z okna oberży, jednej z wielu spelun w kanionie diabła.

Matka wysuszona i pomarszczona znów leżała w połogu, gdy po kryjomu opuszczała dom. Psy zjadały gołębie, na nic innego nie mogąc liczyć. To dziecko, matka zachowa w zamian za nią. Nakarmi je psami. Odwrócona sytuacja.

Gdy się urządzi w mafijnej dzielnicy, odwiedzi matkę. Żeby wiedziała, że trzymanie pod kolszem zaprowadziło ją przed oblicza rozkoszy na sprzedaż. Daje jej to poczucie, że jest potrzebna, że powoduje uśmiech i wdzięczność innych. Pozwala spędzać czas z mężczyznami, bez uczucia zazdrości o dziewczyny, kobiety, żony, (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się