a może Sąd?
tak się zastanawiam o co chodzi w tej zabawie słowem, sylabą? bo widziłem też drugą próbę, tę z podziałem na sylaby.
drze wo
da i
mię E
wa
gin a
dam gen
italia
;DDDDD
Myślę, Igorze, że wszystko jednak zależy od punktu widzenia, a ono tak naprawdę nie może do końca być bezsensowne, w sensie nieodpowiedzialności... A przecież, w samej rzeczy temat dotyczy wyboru, korzenia wyborów (sic!). To o treści, a forma jak forma, uważam że droga jest wytyczona...
W marcu tysiąc dziewięćset dwudziestego piątego roku narodziło się dziecko, nazwane na chrzcie Ezekiel. Chłopak ten, osobliwej urody, przyszedł na świat chorowity i słaby, lecz od innych różnił się tym jeszcze, że natura obdarzyła go wszystkimi zębami od razu, urodził się mając zębów dwadzieścia, a wszystkie zdrowe i mocne. Chłopak ten miał również i tę cechę szczególną, iż nie lubił mleka; karmiono go pieczywem i mięsem, a on odwdzięczał się otoczeniu łagodnym usposobieniem i miłym uśmiechem którym obdarzał każdego prócz swojej matki. Było to wielkim utrapieniem dla rodziców, do matki bowiem nie uśmiechał się wcale, ojca natomiast gryzł boleśnie i ignorował. Uwielbiał za to wszystkich innych ludzi. Pewnego dnia, we wrześniu tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku, Ezekiel poczynał sobie z Zośką z naprzeciwka w lesie, gdy nagle zza drzew wyłoniła się zwierzyna łowna, umykająca co koń wyskoczy. Niebywale zwinny nasz bohater ukrył się jednym susem na wierzchołku rosnącej opodal wierzby, podczas gdy jeden z jeleni zawadził kopytami o Zośkę, przewrócił się, następnie łbem wyrżnął w pień i zdechł. Gdy wszystkie zwierzęta opuściły zagajnik, Ezekiel wziął nieprzytomną Zośkę na plecy i postanowił przedostać się do Londynu. W tym celu skierował się na zachód. Wędrówka Ezekiela była żmudna i trudna, więc po chwili umarł.
a może Sąd? tak się zastanawiam o co chodzi w tej zabawie słowem, sylabą? bo widziłem też drugą próbę, tę z podziałem na sylaby. drze wo da i mię E wa gin a dam gen italia ;DDDDD
zgłoś
Ezoteryka. Parapsychologia. Wiersz? Nie.
zgłoś
Myślę, Igorze, że wszystko jednak zależy od punktu widzenia, a ono tak naprawdę nie może do końca być bezsensowne, w sensie nieodpowiedzialności... A przecież, w samej rzeczy temat dotyczy wyboru, korzenia wyborów (sic!). To o treści, a forma jak forma, uważam że droga jest wytyczona...
zgłoś
W marcu tysiąc dziewięćset dwudziestego piątego roku narodziło się dziecko, nazwane na chrzcie Ezekiel. Chłopak ten, osobliwej urody, przyszedł na świat chorowity i słaby, lecz od innych różnił się tym jeszcze, że natura obdarzyła go wszystkimi zębami od razu, urodził się mając zębów dwadzieścia, a wszystkie zdrowe i mocne. Chłopak ten miał również i tę cechę szczególną, iż nie lubił mleka; karmiono go pieczywem i mięsem, a on odwdzięczał się otoczeniu łagodnym usposobieniem i miłym uśmiechem którym obdarzał każdego prócz swojej matki. Było to wielkim utrapieniem dla rodziców, do matki bowiem nie uśmiechał się wcale, ojca natomiast gryzł boleśnie i ignorował. Uwielbiał za to wszystkich innych ludzi. Pewnego dnia, we wrześniu tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku, Ezekiel poczynał sobie z Zośką z naprzeciwka w lesie, gdy nagle zza drzew wyłoniła się zwierzyna łowna, umykająca co koń wyskoczy. Niebywale zwinny nasz bohater ukrył się jednym susem na wierzchołku rosnącej opodal wierzby, podczas gdy jeden z jeleni zawadził kopytami o Zośkę, przewrócił się, następnie łbem wyrżnął w pień i zdechł. Gdy wszystkie zwierzęta opuściły zagajnik, Ezekiel wziął nieprzytomną Zośkę na plecy i postanowił przedostać się do Londynu. W tym celu skierował się na zachód. Wędrówka Ezekiela była żmudna i trudna, więc po chwili umarł.
zgłoś