XXV. Śmierć wg Plath

Oczy zaropiały bielmem jak u Blake'a
potrzaskana głowa z kremowej glinki
obnosiła bezwstydnie treskę
firmowy znak jak blizna
pod którą umiera prawa strona
brzucha

Drzwi sypialni zamknięte i groźne
jak trumna
ostatnia noc ciemna i osobna
głucha i zwinięta jak embrion
otępia i trwa w nieskończoność
trwoga cisza

W samotnych barbarzyństwach
przybliżamy się i oddalamy
od cherubinów, od pocałunków
lepimy nierządne figurki
koszerne żale i symbole gniewne
w drodze do Raju

Kurwa! Dziura w sercu na wylot

sabathini
24 maja 2010 o 15:35

metaforą budujesz wyobrażenia..bardzo ci się ten wiersz udał.pozdrawiam

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
24 maja 2010 o 21:45

w moje nuty takze uderzyl...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się